Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia npc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z życia npc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 września 2020

Growa niania

Witajcie po wakacjach! :) Tuż przed przerwą pisałem o głupim AI towarzyszących nam postaci. Tym razem wątek będzie podobny, ale o ile w tamtych przypadkach mieliśmy jakiś wpływ na naszych kompanów (chociażby czy ich brać ze sobą), tak tym razem skupię się na postaciach, które musieliśmy niańczyć.

sobota, 13 czerwca 2020

Za mną, durniu!


Niedawno postanowiłem wrócić do Dragon Age: Inquisition i wreszcie przejść wszystkie dodatki. Przy okazji przypomniałem sobie dlaczego nie lubię grać z drużyną złożoną z AI.

sobota, 21 kwietnia 2018

Zostań prawdziwym mężczyzną w Straży!

Chyba właśnie takie słowa (ze „Zbrojnych” Pratchetta, jakby ktoś nie wiedział ;)) znajdują się na plakatach zachęcających do dołączenia w szeregi straży w rozmaitych grach. Skoro już omówiłem większość typów NPCów, czas zająć się właśnie tą grupą.

Poznajcie Stanley’a. Stanley od zawsze marzył, by zostać kimś ważnym, ale był na to zbyt głupi i został nikomu nieznanym z imienia strażnikiem w mieście Khorinis. Zwierzchnicy przydzielili mu wyjątkowo proste zadanie – kazali mu stać przed główną bramą i kazać spadać każdemu, kto nie posiadał ważnego glejtu. Coś, co średnio rozgarniętemu dziecku nie sprawiłoby problemu, dla Stanley’a było nielichym wyzwaniem intelektualnym. Stał więc tak sobie dzień w dzień i wpuszczał tylko znanych sobie z imienia rolników z pobliskiej farmy.

Aż pewnego słonecznego dnia podszedł do niego nieznajomy ubrany w strój farmera. Z początku Stanley’owi wydało się to podejrzane, ale przybysz wmówił mu (co nie jest trudne, gdy ma się IQ upośledzonej rozwielitki), że jest rolnikiem i idzie do kowala. Dla prostego umysłu Stanley’a równanie: nieznajoma twarz*(kowal+strój farmera) ^brak glejtu było zbyt trudne i nakazał reszcie ciała pozwolić nieznajomemu wejść. Ten jednak, zamiast dumnie przekroczyć bramę, odwrócił się na pięcie i po chwili wszedł bez stroju, co wypełnionej zapewne powietrzem głowie naszego strażnika nie wydało się dziwne, bo niby czemu? Przecież po chwili liczba wpuszczonych „rolników” się zgodziła (choć tutaj równanie było jeszcze trudniejsze, bo nieznajoma twarz*(kowal+strój farmera+opaska na oku) ^brak glejtu).

Jego przełożeni nie byli jednak zachwyceni i przenieśli Stanley’a do koszar, by nie narobił więcej problemów. Jednak i tam znalazł na to sposób – oto facet ubrany w szatę Maga Ognia podbiegł do lorda Andre i szturchnął go pięścią. Tutaj iloraz inteligencji wszystkich strażników (pierwszy znany ludzkości ujemny, warto dodać) podjął boleśnie prostą decyzję – trzeba zabić lorda Andre…



Po tych przygodach Stanley’a wyrzucono ze służby, więc wyruszył w świat… Tak trafił do Cesarskiego Miasta, gdzie, po zdaniu stosownego testu (popełnił trzy błędy ortograficzne we własnym imieniu) ponownie został strażnikiem. Jego doświadczenie pozwoliło mu zostać od razu wysłanym na ulicę tego wielkiego miasta. Szybko odniósł sukces – aresztował kobietę, która przypadkowo podniosła nie swoje jabłko w sklepie. Potem jednak wszystko wróciło na stare tory – do tego stopnia, że nawet nie zwrócił uwagi, ze ktoś zabił jednego z jego przełożonych, bo co go to obchodziło? Czy kiedykolwiek ktoś z góry zwrócił na niego uwagę? No, tym razem mu się udało – kolejny „wilczy bilet”. Po tych przygodach Stanley odwiesił swój hełm na kołek (nie trafił) i oddał się innym zajęciom, które nie wymagały aż takiego myślenia.




Nieszczęśliwie (dla IQ NPCów) Stanley dorobił się dzieci (bogowie wiedzą w jaki sposób…), one swoich pociech, aż wreszcie pojawił się Stanley jr, który poszedł w ślady swojego przodka i również został strażnikiem. W Windhelm. Praca jak praca – patrolowanie… pardon – łażenie po mieście i od czasu do czasu powrót do koszar. Banał. Prosty umysł Stanley’a jra ledwie to ogarniał, ale dawał radę. Nie przejmował się nawet plotkami o Rzeźniku, bo co go to w sumie obchodziło. On tu był Strażnikiem.

Pewnego dnia jednak zamordowano kolejną kobietę i zarządca poprosił o pomoc osobę, o której mówiono, że umie pokonać smoki. Jednak Stanley’a jr. niewiele to obchodziło, gdy okładał Dragonborna mieczem w czasie, gdy ten gonił jakiegoś obywatela. Fakt, że ten obywatel chwilę wcześniej chciał zabić jakąś kobietę zdołał ominąć umysł Stanley’a jr. o jakieś… trzysta punktów IQ.



Niedługo później Stanley jr, odznaczony przez jarla orderem Wybitnej Głupoty na Rzecz Mieszkańców, zginął bezpotomnie (łaska boska) podczas oblężenia miasta przez Legion. Nawet nam go nie żal, prawda?

Nie był on jednak ostatnim z rodu Stanley’ów, oj nie. Jeden z potomków „oryginalnego” - Ley ibn Stan – żył już w innym świecie: ściślej mówiąc w XII wiecznej Jerozolimie. Po serii ataków na możnych tych krain Ley ibn Stan został wcielony w szeregi żołnierzy pilnujących miasta. Szczęśliwie, wzorem swoich krewnych, jego umysł nie miał ani grama inteligencji, co pozwoliło mu na przeoczenie faktu, że facet w białej szacie, obwieszony bronią zniknął w polu widzenia i z całą pewnością nie siedzi na ławce między dwoma zwykłymi obywatelami. Co to to nie, Ley ibn Stan był wystarczająco durny, by o tym wiedzieć.

Niedługo później Ley ibn Stan dostał łuk do ręki i kazano mu patrolować dachy, Jednakże, w obliczu wroga, skomplikowana i trudna w obsłudze broń szybko została przez niego wyrzucona na rzecz typowej broni każdego osobnika z IQ poniżej dwa – kamieni. Tu jednak należy Ley ibn Stana pochwalić – rzucał nimi jak zawodowiec.



Co ciekawe, także Ley ibn Stan doczekał się potomstwa, które jednak bardzo długo czekało na powrót do zawodu. Ostatecznie Stan Ley został policjantem i przysiągł pilnować City of Lost Heaven przed działaniami mafii. Jego kariera zakończyła się dość szybko – podczas pościgu między dwoma rywalizującymi ze sobą Rodzinami, zatrzymał jednego z gangsterów za przejazd na czerwonym świetle i wlepił mu mandat. Zdezorientowany mafiozo mandat zapłacił, a jego kumpel w tym czasie zabił ścigających ich bandziorów.

Po latach banicji i wciąż spadającym IQ uniemożliwiającym spłodzenie potomstwa, ostatecznie linia Ley ibn Stana praktycznie wygasła. Ostatnim jego potomkiem był Stan del Ley, policjant pracujący w stanie San Andreas. Zgodnie z tradycją rodzinną – był najgłupszą żyjącą istotą, zmniejszająca IQ populacji NPCów o jakieś 3/4. Szczęśliwie, dla całego społeczeństwa, Stan del Ley zginął na służbie, gdy razem z innymi kolegami próbował zabić tego faceta, co stał na dachu i strzelał do wszystkich. Przez „próbował” należy rozumieć taktykę „kupą mości panowie” polegającą na wchodzeniu po wąskich schodach na dach i ginięciu od kul napastnika. Jeszcze szczęśliwej dla społeczeństwa - Stan del Ley nie posiadał rodziny, więc oszczędzono na rencie.



Kończąc ten wpis, należy jeszcze zwrócić uwagę na szefa policji w nieznanym z nazwy mieście. Komisarz Stanley Stanley (nie rodzina) zawsze bacznie przygląda się rozmieszczonym przez burmistrza posterunkom i wytycza ich strefy wpływów. Niby nic szczególnego, ale czasami trafi się dom poza zasięgiem „prawa” i komisarz zabrania tam jeździć jednostkom choćby niewiadomo co się działo.

Opowieść oparta na faktach autentycznych. Wszelkie nawiązania do prawdziwych osób są przypadkowe.


PS. Mam nadzieję, że wszyscy realni policjanci nie wzięli tego do siebie ;).

sobota, 5 listopada 2016

Quest accepted

Pisałem już o złych NPC-ach. Był też wpis o neutralnych. Czas więc na najbardziej lubianych przez graczy – czyli tzw. questgiverów.

Jako bohater musimy zarabiać, rozwijać się i zbroić, by pokonać Zło. A co taki NPC ma co do roboty? Ot, łazi sobie bez celu po świecie lub siedzi na tyłku w jakimś miejscu i czeka.

I czeka.

I wciąż czeka.

Aż wreszcie, pewnego dnia, podejdzie do niego zupełnie obcy mu człowiek, któremu będzie można zlecić zadanie. O ile zrozumiała jest prośba o pomoc w zebraniu plonów (choć nie do końca, bo questgiver zwykle ma sporo pomocników do tego) czy znalezieniu jakiegoś arcyrzadkiego minerału, tak bez sensu jest prośba o obicie komuś twarzy, morderstwa albo znalezieniu Bezcennego Pierścienia, który ma wartość sentymentalną dla NPC, ale jego koszt w złocie jest bardzo wysoki. Albo broni o takich statsach, że bohater nie prędko się z nią rozstanie. Pomijam tu oczywiście sytuację, gdy NPC dał wcześniej ogłoszenie.

Ta ufność to w sumie jeszcze nic. Bohater skinie głową, obieca znaleźć/zdobyć/pobić/zabić kogoś… I tyle. Questgiver łazi i czeka na powrót Bohatera. A ten zapomina o zadaniu, bo akurat polazł farmić zupełnie zbędne mu kwiatki albo robi inne rzeczy. A cierpliwy questgiver nawet słowem nie powie, gdy mija Bohatera. Nie, bo przecież ten chłystek, który jeszcze niedawno biegał w jakiś szmatach a teraz jest Zbawcą Ludzkości, na pewno pamięta, by przynieść dwa żółte kwiatki rosnące po drugiej stronie świata. Albo zabije tego potwora co terroryzuje całą okolicę.

Dziwna jest także sytuacja, gdy questgiver nie reaguje, gdy mija go Bohater mający przy pasie Miecz Rodowy, należący do zleceniodawcy. To trochę głupie, że cierpliwie sobie czeka aż Bohater znajdzie sobie coś lepszego i odda przedmiot prawowitemu właścicielowi.

Równie dziwni są NPC dający zadania dotyczące głównego wątku. Bohater musi zabić Arcyzłego Demona z Piekieł, Który Chce Zniszczyć Świat, questgiver nie dość, że nie ruszy swojego tyłka z miejsca to jeszcze czeka sobie aż Bohater wróci.

I choć wokół szaleje Zło to przecież nie ma pośpiechu. Minie rok-dwa? Questgiver nigdy nie będzie poganiał Bohatera. „Trudno, poczekamy aż Bohater skończy zabijać szczury dla przyjemności” – pewnie tak sobie myślą.

Szczególnie durne jest zachowanie wszelkiej maści władców w tej kwestii. Ofiarują Bohaterowi hojną nagrodę i wieczna chwałę za wykonanie ich zlecenia a potem cierpliwie czekają aż PC je wykona. No serio – nie mają szpiegów, którzy donieśliby im, że zamiast szukać zaginionej następczyni tronu Bohater łazi od wiochy do wiochy wykonując zadania dla okolicznych chłopów? Czy są tak głupi, że nie ufają swoim agentom. Albo, co równie prawdopodobne, ci agenci też są do d….

Inna sprawa, że questgiver też bywa irytujący dla Bohatera. Zziajany, ranny, ledwie żywy (czasem nawet po kilku loadach) PC przybywa do zleceniodawcy i z bólem serca oddaje mu Miecz +200. Albo wraca z informacją o zniszczeniu frakcji zagrażającej całej krainie (vide Mroczne Bractwo w Skyrim). I co dostaje w zamian? Trochę doświadczenia, garść miedziaków i jakiś bezsensowny bonus. I tyle. Bohater zrobił swoje, Bohater może odejść.

Co ciekawe, jeśli w przypływie wściekłości Bohater zaatakuje questgivera może się okazać, że wypasiona broń tajemniczo zniknęła. Taki żarcik zleceniodawcy, by nie było zbyt dobrze Bohaterowi. Nie wspominając już, że straży się to nie spodoba.



A Wy co sądzicie o inteligencji questgiverów? I którego najbardziej nienawidzicie? J

sobota, 15 października 2016

Dziennik Nathana Paula Chestertona

Dzień 1

Wreszcie wyprowadziłem się ze swojej wioski. Duże miasto to duże możliwości. Fakt, mieszkam w jakiejś klitce, ale jutro mam rozmowę o pracę. Będę operatorem śmieciarki. Zawsze coś, na początek. A tymczasem obejrzę TV.

Dzień 2

Zniszczenie, pościgi, wybuchy, krew, akcja! I to wszystko widziałem zanim w ogóle wyszedłem z mojej dzielnicy! Jaki tu jest poziom przestępczości? Może niezbyt wysoki, bo w życiu nie widziałem tylu policjantów. Na szczęście widziałem jak gliny zatrzymały tego szaleńca – w końcu kto normalny biega z bazooką?

Dzień 4

Mój pierwszy dzień pracy minął nadzwyczaj spokojnie. Jeżdżę z dwoma kolesiami po mieście. I tyle. Nic więcej – to miasto nie generuje żadnych śmieci. To w sumie dobrze – płacą mi praktycznie za nic.

Dzień 5

Co tu się ku*** dzieje??? Dzisiaj go widziałem – tego świra! Najpierw myślałem, że to ten towar, który wczoraj… nie ważne. Ale nie! Ten facet normalnie jeździł po mieście – a jaka ma wypasioną furę! Potem wszędzie widziałem ten sam model, więc chyba pół miasta sobie kupiło.

Dziwne, że tylko jego egzemplarz miał wybitą lewą szybę.

Dzień 8

Ale rzeźnia! Znowu była strzelanina i znowu to ten sam gość! Ale co tu się działo… czołgi, śmigłowce, wszędzie trupy. Widziałem jakiegoś potrąconego faceta, więc wezwałem karetkę. Przyjechali, rozjechali go i zajęli się policjantem z przestrzeloną czachą. Widać, jak traktują zwykłych obywateli, konowały. Przynajmniej go uratowali – wpakowali go do karetki i pojechali potrącając jeszcze trzy osoby.

Dzień 9

Świr nadal ucieka. Co za beznadzieje władze są w tym mieście! Czołgi jeżdżą po ulicach niszcząc asfalt!

Dzień 10

Skąd miasto stać na tylu policjantów? I czemu aż dwa dni zajęło im dorwanie tego świra? Przynajmniej to już koniec jego przygody, ha! Sam widziałem jak go podziurawili. Durszlak normalnie.

Dzień 12

Trochę wczoraj popiłem z kumplami. Przy budce z hot-dogami spotkałem tego świra – całego i zdrowego! Ci lekarze to jednak są nieźli. Ciekawe jak oni to zrobili?

Dzień 14

Eeechhh… kolejny pościg, ale nuda…

Dzień 15

Ci policjanci to jacyś jeb******* są. Wczorajszy pościg zakończył się na moich oczach. I nie, nie złapali go – wjechał do jakiegoś warsztatu, przemalował wóz i policja pojechała gdzie indziej. No nie wierzę! Zawołałem jednego z gliniarzy, ale mnie olał tłumacząc, że „to przecież nie jest poszukiwany”. Przecież przez przednią szybę widziałem jego mordę!

Dzień 18


Mam dość – jutro wyjeżdżam z tego durnego miasta. Przez trzy godziny policja goniła Świra, by olać go, gdy wszedł do swojego domu. Bardziej beznadziejnej policji nigdy nie widziałem. Dobrze, że jutro już mnie tu nie będzie.

sobota, 8 października 2016

Cech, które NPC powinny nienawidzić u bohaterów RPG

Numer I
Bycie Tym Jedynym

Wyobraźmy sobie taka sytuację – do naszego kraju przybywa osoba z bardzo daleka i nagle okazuje się, że jest ona Wybrańcem, wszechpotężnym pogromcą czegokolwiek.

Ale to nie jest najgorsze. Najgorsze jest, że to Zło pojawia się dziwnym trafem właśnie wtedy, gdy do krainy przybywa Bohater. I jak go tu lubić? Przez niego to wszystko!

Numer II
Molestowanie sprzedawców

„Mam tu sześć milionów sztyletów. Dawaj hajs!” – to musi irytować. Szczególnie sprzedawców  i innych klientów. Przyjdzie taki i zabierze złoto wszystkim handlarzom w całym mieście i jeszcze szuka komu by tu opchnąć te zbędne mu już strzały +1. A ty czekaj na wypłatę, bo akurat żaden kupiec nie ma już kasy a ty nie potrzebujesz Smoczej Zbroi +80. Zresztą – i tak Cię na nią nie stać.

Numer III
Bezkarność

W każdym świecie są równi i równiejsi. Jeśli uczciwie pracujesz, płacisz podatki i raz powinie ci się noga – wsadzą Cię za kraty, gdzie dokonasz żywota.

A Bohater? Skądże – on(a) ma chody u władzy. Zabije 5 osób? Spoko, 5000 złota załatwi sprawę. No, ewentualnie możesz posiedzieć ten miesiąc za kratami na koszt podatników.

Normalnie jak w realnym świecie :D.

Numer IV
„Pracowitość”

Kiedy już jakoś przetrawimy, że Bohater przybył na ten świat w jednym celu - zabicia Wszelkiej Maści Zła – to się na to godzimy. Jeden rodzi się, by być szewcem, inny – by zabijać potwory. Życie.

Ale co robi Bohater? Zabija bandytów (co jeszcze jest ok), zbiera kwiatki, kamyki, wykonuje jakieś zadania typu zabij szczury albo przynieś książkę. No serio – Wielkie Zło panoszy się po świecie (jakby nie było – to jego zadanie!) a ten ćwok łazi po całej krainie i robi bzdety, które (prawie) każdy wioskowy głupek potrafi zrobić.

Co gorsza, ten cały Bohater kradnie pracę uczciwym i ciężko pracującym NPC-om! Przychodzi, zbiera plony i sprzedaje właścicielowi ziemskiemu. A NPC? Do roboty, żeby Bohater znów mógł zebrać, zanieść i otrzymać zapłatę!

Tak samo jest w kopalniach – dziwnym trafem jak Bohater przyjdzie i chwile pokopie to nie da się przez długi czas nic stamtąd wydobyć. To nie może być przypadek!

Numer V
Brak aspiracji

To już jest szczyt wszystkiego – wszechmocny Bohater, najczęściej bogaty, posiadający od groma ziem i innych tego typu rzecz i znany w całej krainie… praktycznie nigdy nie obala panującego władcy! Nawet jeśli ten ostatni jest najgorszym możliwym ciemiężycielem!


I to ma być Bohater? To jakaś popierdółka, a nie Bohater!

Za wcześnie?

 Znacie już moje zdanie o starych grach wydanych w „wersji HD” . Ostatnio jednak naszła mnie inna myśl – a co z grami „early access”? Czy na...