Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2017

Wojna płci

Jak możecie wywnioskować z tytułu, tym razem Przemyślenia będą dotyczyły kwestii dobre znanej wszystkim miłośnikom RPG-ów i samej podstawy tworzenia w nich postaci, czyli wyborze płci naszego bohatera. Do wybrania tego tematu skłoniła mnie ostatnia rozgrywka w DA: Inkwizycję.



Czemu? Ano, podczas tworzenia nowej postaci zauważyłem, że z trzech istniejących… trzy to kobiety (elfka łotrzyk, człowiek magini i człowiek łotrzyk). Co gorsza – myślałem nad stworzeniem wojownika. Nie potrafiłem się jednak zdecydować czy elfkę czy człowieka-kobietę, co też o czymś świadczy.

I tutaj właśnie mnie coś uderzyło. Przejrzałem wszystkie swoje notatki dotyczące postaci ze Skyrima. I co? Same kobiety! Ostatnie rozgrywki w Mount & Blade: Warband – kobiety. Ba,feminizacja moich postaci w RPG-ach to chyba jedynie wierzchołek mojej growej góry lodowej, ponieważ uświadomiłem też sobie, że większość czasu w ostatnim Asasynie spędziłem wcielając się w Evie niż Jacoba (inna sprawa, że ta postać była ciekawsza).

I zacząłbym się martwić o siebie, gdybym nie przypomniał sobie, że Smuggler (swoją drogą – strasznie często się ostatnio na niego powołuję, nie sądzicie? ;)) napisał kiedyś „jeśli mam patrzeć na plecy bohatera przez całą grę, to niech to przynajmniej będą kobiece plecy”. Cytat z pamięci, ale sens zachowany. Niemniej, te słowa oddają sens moich przemyśleń.

Jednakże, do powyższego mógłbym dopisać też własną motywację (a właściwie dwie) – ciekawość czy kobiece postacie są traktowane tak samo jak męskie (typu lady zamiast lord, odpowiednie końcówki w języku polskim (często nie występują…) itp.) oraz jakaś taka chęć wcielenia się w kogoś innego. Inna sprawa, że nie wyglądam (i nigdy nie będę) jak postacie męskie (i nie mam tu na myśli orka czy kasnoluda a „ludzkie”).



Kończąc mam do Was pytanie – gdy tworzycie postać to czy wybieracie płeć zgodnie z własną, czy jednak decydujecie się wybrać „tę drugą”? Choć wolałbym nie poznać przy okazji opinii jakiegoś spychologa na mój (i nie tylko) :P.


Ponownie przypominam o ankiecie - https://goo.gl/forms/omvvw8zuNgztrd2B3. I raz jeszcze dziękuję za udzielone odpowiedzi – postaram się dostosować ;).

sobota, 3 grudnia 2016

[TopFool] Organizacji z gier, do których nikt nie powinien chcieć się dołączyć!

Miejsce 5
Groove Street Gang

No serio – ubrani n zielono gangsterzy, których jedynym przeznaczeniem jest usługiwać (czyt. z uśmiechem na ustach iść na rzeź) jakiemuś niezbyt rozgarniętemu gościowi, którego całe lata nie było na dzielni? No bez jaj!

Miejsce 4
Rooks

To samo, co wyżej, tylko w XIX wieku. I zamiast jednego przygłupiego przywódcy jest dwójka. Jedno z nich to niby fajna laseczka, ale ma wredny charakter. Zupełnie jak jej brat, który z kolei myśli tylko o rozwałkach.

Tu również każdy członek gangu traktowany jest jak mięso armatnie. I jeszcze te zielone stroje. Unikać!

Miejsce 3
Mroczne Bractwo

Cisi zabójcy odziani w lekkie zbroje lub szaty z pomocą sztyletów zabijają nic nie podejrzewające ofiary. Wygląda to na doskonałe miejsce dla elfach lub ludzkich skrytobójców.

Dopóki do organizacji nie zostanie przyjęty wielki ork z dwuręcznym toporem większym od przeciętnego Khajiita i w ciężkiej zbroi, który ma w sobie tyle finezji co smok w czasie ataku na Dawnstar. Przywódcy są też, lekko mówiąc, debilami przyjmując do mega tajnej i nielegalnej organizacji kogoś, kto zabił schorowaną i starą kobietę w jakimś sierocińcu. Patologia!

Miejsce 2
Mafia

Eleganckie garnitury, piękne samochody i szybkie kobiety – tego właśnie nie dostaniesz od mafii, bo szef woli faworyzować nowego oszołoma, który dopiero co był taksówkarzem i najprawdopodobniej nie ma jaj by kogoś zabić. A ty… no cóż, siedź sobie w restauracji, zajadaj spaghetti i czekaj aż ktoś cię wreszcie zauważy. Nigdy to się nie stanie, uwierz mi – wszystkie twoje obowiązki przejmie ten „nowy”, bo i czemu nie?

Miejsce 1
Inkwizycja

Banda imbecyli, którzy ślepo poszli za osobą, której świeci się ręka. Czy trzeba innej rekomendacji, by pójść gdzie indziej?


A Wy – do której organizacji z gier odradzalibyście się dołączyć?

sobota, 1 października 2016

Czas MSM-ów cz.3

Jestem już prawie u celu. Jeszcze tylko parę dni. Tylko JA mogę to zrobić. Jestem ostatnią nadzieją ludzkości…

I zakończę to szaleństwo, choćbym miał zginąć.

Widzę ich, obserwuje. Lata grania w gry komputerowe wynaturzyły tych… zwyrodnialców. I pomyśleć, że i JA mogłem być taki, jak oni.

Byłem młodszy. I głupi. A ten piekielny pomiot prawie mnie opętał. Kolorowa grafika, wspaniała muzyka i ta krew. Wszędzie krew. I pornografia… A jęki mordowanych śnią mi się do dzisiaj.

Tak mało brakowało… tak bardzo mało… Ale nie dałem się. Tetris nie dał rady Mnie złamać. Ale zyskałem dzięki niemu przewagę – ta gra RPG pozwoliła mi na częściowe wejście w umysły tych, których dzisiaj nazywamy MSM-ami.

Diagnozowałem kiedyś taki przypadek na polecenie sądu (byłem biegłym spychologiem). Młody chłopak, szesnastoletni, pod wpływem gry Pokemon zabił swojego ojca nożem. Ten zwyrodnialec pewnie jest teraz wśród tych wszystkich morderców. Ale zabił swego ojca, osobę, która nigdy nic mu nie zrobiła. W końcu każdy ojciec ma prawo się napić i uderzyć żonę lub dziecko. Ale syn podnoszący rękę na ojca? Hańba!

Ale jedno musze przyznać – MSM-owie doskonale wyczuwają czy ktoś jest jednym z nich.  Na Moje szczęście myślą, choć jest to określenie mocno na wyrost, że jestem jednym z nich. Widzą we mnie jednego z bohaterów tych ich plugawych gier. Mam nadzieję, że gdy poznają prawdę będzie już dla nich za późno.

Nie mogę patrzeć na te chore istoty z tą ich destrukcyjno-narcystycznym podejściem. Widziałem zagładę cywilizacji. I teraz widzę, jak na jej gruzach budują własną. Pełno tu mrocznych grobowców, nowoczesnych baz, robotów i budynków ze szkła. Co za nekrofile!

Ale już niedługo te brudne, zawszone istoty przestaną dręczyć ten świat. Odnajdę legendarnego Prof. S. Jonalistę. A ON ich zniszczy.

Myśleli, że Prof. S. Jonalista to obelga. HA! Nie znają prawdy. Ale JA znam. To właśnie ON jako pierwszy walczył z tworem piekielnym, jakim była kultura oralna. Mowił o tym bardzo głośno. Ale został wyśmiany. Wkrótce pojawił się nowy wróg – pismo. Prof. S. Jonalista uważał te bazgroły za kult Szatana - napisał o tym mnóstwo ścian, ale nadal był wyśmiewany. Poza pewną grupą. Ci ludzie, prawdziwi mędrcy i jedyne osoby, które znają Prawdę, stworzyli podwaliny pod współczesną spychologię. Byli Mistrzami moich mistrzów.

Szkoda, że ludzkość dała się tak łatwo omamić. I nadal daje się omamić. Ale to już będzie koniec.

I JA tego dopilnuję, z całą skromnością Ostatniego Normalnego Człowieka na Ziemi. Zburzymy te ich piekielne miasta i na ich gruzach zbudujemy nową, lepszą cywilizację, w której SPYCHOLOGIA będzie religią.

Tylko w ten sposób niszczycielski postęp zostanie zatrzymany.


Czas ruszać. Życzcie Mi powodzenia.

sobota, 21 maja 2016

Czas MSM-ów cz.2

Stanley szedł pustą ulicą. Otaczały go zrujnowane pozostałości dawnej świetności tego miasta, choć nie wiedział gdzie jest. Ucieka od wielu dni – odkąd banda Wiedźminów wymordowała całą jego rodzinę i przyjaciół krzycząc coś o utopcach.

Tu było jednak cicho. Znalazł swój azyl. Nikogo tu wprawdzie nie ma – może wszystkich wymordowano? Niemal czuł otaczającą go pustkę budynków.

Początkowo był zdziwiony, że MSM-owie nie zrównali miasta z ziemią, jak czynili na całym świecie od ponad doby. A może mijał już tydzień? Stanley stracił rachubę czasu.

Szedł opuszczona ulicą aż dotarł do zniszczonego budynku. Widniał na nim kawałek szyldu. Stanley przeczytał i tak się przeraził, ze dostał zawału i umarł.

Napis głosił „Detroit”.

Tymczasem, w bazie pod Białym Domem, pełniąca obowiązki prezydenta, sekretarz stanu Monica Lewinsky kończyła klęczeć czytać raport wojskowy. Od momentu rozpoczęcia „Czasu MSM-ów” faktycznie minęło 28 godzin. Informacje nie były dobre – zwyrodniali gracze przejęli już ponad połowę świata. Broniło się tylko kilka ośrodków w Europie. Madagaskar zamkną lotnisko i jest bezpieczny.

Pełniąca obowiązki prezydenta westchnęła. Tylu niewinnych ludzi zabitych. Nigdy nie słyszała o czymś takim jak „ludobójstwo” czy „masakra”. To był pierwszy raz w historii.

W bazie znajdowało się dość jedzenia na sto lat. Została zbudowana z nie do końca znanych przyczyn – w końcu ludzkość nigdy wcześniej nie znała pojęcia „konflikt zbrojny”. No, aż do pojawienia się gier komputerowych.

W sali siedziało dwoje naukowców. Przybyli na wezwanie prezydent Clinton, ale było już za późno. Nie doczekała do końca drugiej kadencji.

Sekretarz stanu spojrzała na zebranych. Zaproszono ponad sto osób – przybyło dwoje. Pani doktor psychologii spychologii psychologii przybyła aż z Polski, czyli spoza Europy, jak sądziła sekretarz. Psycholożka nazywała się Irena Danuta Jotka (używała obu inicjałów imienia) i była autorką książki naukowej „Gry komputerowe tworzą morderców”. Udowodniła w niej, na podstawie obserwacji młodocianych przestępców w Gimnazjum w Kupścikowie Dolnym, że gracze potrafią zapamiętać każdy ruch bohatera. Słyszała od nauczycielki, że ta słyszała od woźnej, że powiedział jej kuzyn, jak jakiś chłopiec wyrwał koledze czaszkę razem z kręgosłupem.

Z kolei drugim przybyłym był Amerykanin – Martin Oron PhD, autor niezliczonych publikacji psychologicznych o negatywnym wpływie gier komputerowych na umysły szczurów. W zeszłym roku dostał też Nobla za odkrycie negatywnych skutków grania w ultranowoczesną grę „Wolfensztajn 3d”. Naturalnie, tekst przepisał od innego naukowca, który spisał go od innego, który spisał od… wszyscy byli dumni z nagrody, warto dodać.

Oboje patrzyli wyczekująco na słowa pani prezydent. Docierały do nich strzępki informacji.

- Szanowni państwo. Sytuacja jest krytyczna. Żałuję, że nikt nie zwracał uwagi na ostrzeżenia.
- Teraz już za późno – powiedział M. Oron. – Był czas na działania. Nie po to spisywałem od kolegów, i dostałem za to Nobla, by teraz gnić w jakieś bazie.
- Tak tak – wtrąciła dr Jotka. – To trąci nekrofilią. Wiem, bo od kogoś to przepisałam. Nie było jakiejś chaty w buszu?

Pełniąca obowiązki odpowiedziała:

- Niestety nie. Gracze wycięli wszystko. Nawet nietkniętą dotąd Amazonię. Wybili też wszystkie zwierzęta – w tym wszystkie tygrysy bengalskie. To okrutne potwory.

Zapadła cisza. Przerwała ją doktor I. D.:

- Jest jeszcze szansa. Musimy się dowiedzieć kto za tym stoi i… - urwała. – I poddać go terapii.
- To dobry pomysł, koleżanko – pochwalił Oron. – Najlepiej w ośrodku odwykowym. To musi być jakiś maniak gier. Takich najlepiej leczyć.
- A jeśli się nie zgodzi? – zapytała niepewnie sekretarz.
- To nic nie da się zrobić – odpowiedziała spokojnie Jotka.

Sekretarz wstała i podeszła do monitora. Satelity jeszcze działają, więc można oglądać co się dzieje.

- Potrzebujemy kogoś, kto nas obroni – powiedziała.
- Jest ktoś taki – rzekł Oron. – Nazywamy go Mega Prof. S. Jonalistą. Pierwszy, Od Którego Wszyscy Spisywali. Pewnie się ukrył. On zna tajemną sztukę walki z MSM-ami.

Pełniąca obowiązku odwróciła się i uśmiechnęła.

- Gdyby tylko był pan prezydentem… - rozmarzyła się. – Ale do rzeczy. Uda się wam go namierzyć?
- To będzie trudne – zaczęła Jotka. – Trzeba będzie go odszukać.

Mimo pesymistycznych słów pani doktor, w sekretarz wstąpiła nadzieja. Nakazała jednemu z żołnierzy:

- Wyślijcie ekspedycję. Jeśli ten Mega Prof. S. Jonalista żyje – znajdziemy go.

W tym samym czasie gracze niszczyli kolejne miejsca. Równali z ziemią i wysadzali. Byli w swoim  żywiole.


Czy ktokolwiek ich powstrzyma?

sobota, 23 kwietnia 2016

Szuukaj mnie…

Ile tego było… Pióra, flagi, paczki, podkowy, „Playboy-e”… czego to już się w grach nie szukało. Zawsze, jako typowego lenia, zastanawiało mnie jedno - po co to wszystko? Czemu miałbym szukać jakiś graffiti czy innego badziewia?

Niby są za to jakieś nagrody - za określoną ilość „znajdziek” dostaje się w grze różne bonusy: broń, strój, kamizelkę, „gwiazdkę” itp. Ale przecież nie zawsze – bywa, że to „sztuka dla sztuki”.

Oczywiście, szanuję osoby, którym chciało się znaleźć sto paczek w GTA III. Najwięcej ile ich znalazłem to bodaj 30, nawet korzystając z mapy znalezionej w Sieci. Z kolei w Assassin’s Creed nie znalazłem nigdy nawet połowy flag, piór i czego tam jeszcze. Wyjątkiem były szanty w Black Flag (obecnie w Rogue), ale one dawały coś konkretniejszego – przede wszystkim dlatego, że zastępowały mi radio z GTA/Mafii J. Oczywiście, z czasem Ubi zaczęło dawać możliwość kupienia map z oznaczonymi „znajdźkami”, ale mi nadal nie chciało się biegać po całej mapie. Ot, znalazłem coś – to super! Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło do przewąchiwania całego miasta/mapy w poszukiwaniu poukrywanych gratów.

Szczególnie nie spodobało mi się w Syndicate – nasłuchuj muzyczki, znajdziesz pozytywkę, z niej zabierz jakiś krążek, zanieś i odblokuj zbroję. O ile sam patent na muzyczkę mi się podoba, tak ganianie po mieście nasłuchując (w grze akcji!) już nie.

To jeszcze nic. Taki Far Cry Primal ma tyle prehistorycznych gratów do znalezienia, że nie potrafię powiedzieć dokładnie ile ich jest… Niby wszystko jest na mapie, ale nie mam pojęcia ile czego zebrałem, jak się nazywa ani co z tego będę miał…

Stąd zastanawia mnie jedno – twórcy umieszczają takie elementy z jakiegoś powodu. Nie wiem tylko – jakiego. Czy gracze lubią szukać rozwalonych po całej mapie rzeczy? Pewnie tak, choć ja się do nich nie zaliczam. Z drugiej strony – może twórcy jakoś nie mają innego pomysłu na urozmaicenie rozgrywki? Bo przecież temu ma to (chyba) służyć. Ale czy ma to sens?

Osobiście bardziej wolę robić misje poboczne, które dają konkretne nagrody niż szukać Bóg wie ilu rzeczy. Choć, oczywiście, lubię w grze chomikować… ale to temat na inny wpis J.


A Wy co sądzicie o „znajdźkach”? Szukacie ich czy olewacie, jak ja? Piszcie w komentarzach.


PS. Za tydzień, z racji „Długiego weekendu” (swoją drogą – fajny film :D), wpisu nie będzie.

sobota, 16 kwietnia 2016

Czas MSM-ów cz.1

 (Przedsłowie: dajcie znać w komentarzach czy pisać kolejne części :P)

Tajemnicza postać poruszała się wąskimi uliczkami pewnego miasta. Jej tempo było wręcz nieludzkie – jakby napędzał ją jakiś tajemniczy motor (choć lepiej nie wnikać, gdzie się znajdował).

Postać nagle skręciła. Nawet najbardziej wyszkolony pies gończy nie wiedziałby co się stało. Ja jednak, jako narrator, wiem to doskonale.

Zakapturzony, jak będę go nazywał, zapadł się pod ziemię – i to dosłownie. W miejscu, gdzie to zrobił, pod powierzchnią, znajduje się bowiem tajna kryjówka pewnej organizacji. Fakt, jest to zaledwie trzy metry na cztery, ale zawsze kryjówka.

Na Zakapturzonego czekały już dwie inne istoty. Czy były ludźmi? Trudno powiedzieć. Unosiły się lekko nad ziemią. Szeptały między sobą jakimś nieznanym językiem. Kiedy jednak trzecia postać zbliżyła się, dwie pozostałe wyprostowały się. Jedna z nich przemówiła cicho do reszty:

„Oto nadszedł czas. Czas, by wyjść z cienia.”

Nie wiadomo kto miał wyjść i czemu siedział w cieniu jak oszołom. Postacie jednak wiedziały, co trzeba zrobić. Spojrzały w dół. Na podłodze, pośrodku pokoju, znajdowało się Coś ważnego. Coś, co na zawsze miało odmienić losy całego znanego świata.

Postacie, jakby sterowane jakąś nadnaturalną siłą, jednocześnie stanęły na Cosiu.

I wtedy się zaczęło…

Spokojną noc lub dzień (zależy, w którym miejscu na świecie akurat się było) na ulicę zaczęły wylewać się fale ludzi. Ale czy to naprawdę byli ludzie? Dziwnie ubrani, śmierdzący, narcystyczni i grubi. Z mordem w oczach.

To byli ONI.

Niebezpieczni, bezwzględni, krwiożerczy. Przebrani za Paladynów, Komandosów, Piłkarzy, Smurfy, Wróżki, a nawet Myszkę Miki. Gotowi, by siać zamęt tam, gdzie im się wskaże...
Od dziecka szykowano ich do tego, co właśnie nastąpiło. Uczeni, by siać zamęt i zniszczenie. Wytrenowani w zabijaniu i nekrofilii™. Od urodzenia grali w przepełnione przemocą gry, jak FIFA, uczyli się zabijania w symulatorach ciężarówek i bezlitosnego niszczenia w przygodówkach. By dopełnić mroczne szkolenie w satanistycznych rytuałach oglądali niebezpieczne programy dla dzieci, choćby Gumisie czy Smurfy.

W ten sposób ZŁO osiągnęło nowy poziom. Niepowstrzymana siła milionów istot tak demonicznych, że sam Lucyfer już dawno uciekł z piekła.

Trzech mrocznych mężczyzn przyglądało się wszystkiemu przez Cosia. Tak, spełniła się ich obietnica.


Naszedł Czas MSM-ów!

Za wcześnie?

 Znacie już moje zdanie o starych grach wydanych w „wersji HD” . Ostatnio jednak naszła mnie inna myśl – a co z grami „early access”? Czy na...