Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coś. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coś. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2019

Staroszkolna masakra


W tym ostatnim przed wakacjami wpisie chcę poruszyć pewien poważny temat – masakry w szkołach. Często przy takich okazjach w komentarzach pojawiają się zdania w stylu „dzisiejsza młodzież jest zepsuta!”, „kiedyś było inaczej – żadnych ochroniarzy, tylko woźna ze szmatą!”, „winę ponoszą pełne przemocy gry komputerowe”. Z kolei w mediach jakiś utytułowany spycholog wśród winnych wymienia przede wszystkim gry komputerowe, wszechobecną erotykę, uzależnienie od internetu i (z rzadka) Harry’ego Pottera.

Kolejne osoby podchwytują temat. Powstają publikacje dziennikarskie, artykuły naukowe i inne podobne. Ponownie wśród winnych wymienia się pełne przemocy gry komputerowe i filmy oraz seriale. Pisze się, że sprawcy działali według schematu zaczerpniętego z elektronicznej rozrywki, że młodzi ludzie spędzają czas przed komputerem i myślą, że mają ileś tam żyć. Oczywiście w nosie mając tak proste powody jak choroba psychiczna sprawców.

Tak było między innymi w przypadku tragedii w Erfurcie, Littleton, Parkland i niedawno (choć już nieco łagodniej) w Wawrze.

Ale czy to jest nowość? Nie. I wydarzenia, które chcę Wam dzisiaj nakreślić nie rozegrały się w słynących ze strzelanin Stanach Zjednoczonych Ameryki, lecz w Polsce. Konkretniej – w Gimnazjum im. Joachima Lelewela w Wilnie, dnia 6 maja 1925 roku.

Wówczas dwóch maturzystów – niespełna 23-letni Stanisław Ławrynowicz i 21-letni Janusz Obrąpalski*

(…) uczniowie gimnazjalni, synowie najzacniejszych rodzin, wychowani, zdawałoby się, w sferze i atmosferze bynajmniej nie jakichś «dzikich pól» (…) „rozrachowują się“ ze swymi nauczycielami strzelając do nich z rewolweru lub ciskając ręczne granaty… [8]
Tymi słowami rozpoczął się news w wileńskiej gazecie „Słowo” dzień po zajściu. Faktycznie, obaj maturzyści, używając także materiałów wybuchowych, zabili trzy osoby oraz siebie. Cały przebieg był dość typowy dla szkolnych masakr, także tych niedawnych:

Dyr. Biegański (…) o godzinie 11-tej minucie 5-tej, jednemu z abiturjentów Stanisławowi Ławrynowiczowi odebrał papier egzaminacyjny (…). Wówczas to żywiona do dyrek. Biegańskiego niechęć i rozżalenie wybuchły jak proch lontem dotknięty. Ławrynowicz, dobywszy z kieszeni rewolwer dał do dyrekt. Biegańskiego dwa po kolei strzały raniąc go w rękę i w nogę. Koledzy rzucili się ku Ławrynowiczowi. On strzelił raz jeszcze, kładąc trupem jednego z nich, Aleksandra Zagórskiego, i dobył z zanadrza granat. Wśród nieopisanego popłochu nie stracili głowy tylko dwaj abiturjenci: Bończa-Osmołowski i Symonowicz. (…) Dopadli do Ławrynowicza i chwycili go z tyłu za ręce. Zdołał on już był na nieszczęście wyrwać z granatu lont. Granat eksplodował. (…)W tenże straszliwy sposób śmierć poniósł na miejscu najbliżej niego znajdujący się kolega Tadeusz Domański. Ciężkiemi ranami okryty padł prof. Jankowski. W chwili gdy krwawa tragedja rozgrywała się w sali egzaminacyjnej (…) rozległy się (…) strzały. Strzelał (…)Janusz Obrąpalski. Gdy go otoczono (…) rzucił granat ręczny (…) który na szczęście nie eksplodował. Wówczas (…) targnął się na własne życie. Padł brocząc krwią, ciężko ranny i godzin parę potem wyzionął ducha. [8]
Jak widzicie – podobieństw do wspomnianych „masakr” jest sporo: obaj zabójcy zginęli – w tym jeden śmiercią samobójczą. Pozostałe trzy osoby (prof. Jankowski również zmarł) były z kolei przypadkowymi ofiarami – mimo że celem był prof. Biegański.

Jak można się domyślać sprawa bardzo szybko nabrała charakteru politycznego – minister Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego (ówczesny MEN) Stanisław Grabski przyjechał do Wilna 12 maja [9] - i ogólnokrajowego. Pisała o tym m.in. „Gazeta Polska”, nadając tytuł „Krwawy egzamin”:

[2]

Możliwe, że rolę odegrały zdarzenia, o których pisały niemal wszystkie znalezione przeze mnie dzienniki, a co szczególnie podkreśliła „Gazeta Poranna 2 Grosze”:
Między Ławrynowiczem i Obrąpalskim miała miejsce zmowa. Świadczy o tem zachowanie się obu w czasie tragicznego zajścia, a także fakt, że noc ostatnią spędzili razem na pijatyce. [4]
Po czym ta sama gazeta dodaje:
W mieszkaniu Ławrynowicza znaleziono jeszcze 5 granatów; był on sierżantem w Z. B. K. (związek bezpieczeństwa krajowego organizacja wojskowa pod wpływami „Strzelca" 1„P.O.W." oraz pułków legjonowych stacjonowanych w Wilnie). (…)Rewizja doraźna przeprowadzona w chwilę po zajściu ujawniła jeszcze 7 rewolwerów u uczniów. [4]
Również „Gazeta Polska” wskazywała na przynależność obu sprawców do piłsudczykowskiego Związku Bezpieczeństwa Krajowego. Redakcje obu dzienników pisały także o ich prawdopodobnej neurastenii [3] [4].

"Gazeta Polska” i „Gazeta Poranna 2 grosze” wskazują, że, jak wynika z powyższych fragmentów, nie byli to „zwyczajni uczniowie”, lecz mieli dostęp do broni palnej – Ławrynowicz z „własnych” zasobów, natomiast Obrąpalski pożyczył broń od swojego kuzyna [8].

 Co ciekawe, szukając winnych, dziennikarze skupili się na dwóch różnych kwestiach. Po pierwsze odnieśli się do zagrożenia Polski przez komunizm:
 Wczoraj w południe w czasie egzaminu maturalnego w wileńskim gimnazjum (…) zaszedł fakt, który grozą swoją wstrząsnął całą ludność m. Wilna i który jest jednym z groźnych przejawów bolszewizmu. (…) Panowała ogólna opinja, iż w uczelni tej toleruje się bolszewickie metody wychowawcze. [3]
Z kolei drugim „winnym” obwołano system szkolnictwa II RP:
(…) Zawsze i wszędzie tam, gdzie młodzież popełnia czyny rozpaczliwe, część winy spada na nauczycieli. (…) Na kresach wiele urządzeń szwankuje. Czy i szkolnictwo nie przedstawia tam również groźnych wad? [5]
 Tekst w podobnym tonie pojawił się w gazecie „Robotnik”:
 (…) Więc co to jest owa matura? To jest cały ostatni rok nauki w szkole średniej, odbywającej się w stanie ciągłego zdenerwowania, udręki i obawy, czy uczeń lub uczennica, bez względu na pracę i stopień wiadomości, inteligencję i rozwój umysłowy, zdadzą egzamin wymagany przez przepisy ministerjum oświaty, a mający tę specyficzną właściwość i straszną siłę, że albo otwiera, albo na zawsze zamyka wrota do dalszych wyższych studjów naukowych, że albo ułatwia, albo niszczy, tak zwaną karjerę życiową wszystkim kończącym szkołę średnią. (…) Egzamin ten nie byłby trudny, gdyby przygotowanie się do niego (…) odbywało się w atmosferze nie tak denerwującej i gdyby wymagany przepisami ministerjalnemi program nauk mógł być w całości w szkole wyłożony. (…) Otóż dwaj szaleńcy, mając przed sobą łatwą karjerę państwową zamkniętą, zemścili się na komisji egzaminacyjnej, Bogu ducha winnej, gdyż tylko spełniającej to, co jej nakazywały przepisy ministerjalne. Straszna, krwawa matura wileńska świadczy, że egzamin dla otrzymania świadectwa dojrzałości powinien być zniesiony(…). [7]
Powyższy fragment jest o tyle interesujący, że - z drobnymi poprawkami - mógłby trafić na łamy dowolnej współczesnej gazety nawet dzisiaj. Pokazuje także, że, choć zdarzenie miało charakter jednostkowy, zawsze znajdzie się kozioł ofiarny, na którego można zwalić winę za dowolne zdarzenie.

Oczywiście, zajście nie pozostało bez echa także w innych dziennikach – niemal wszystkie, które znalazłem wspominały o nim przynajmniej w jednym numerze. Pisał o tym „Głos Lubelski”, „Kurjer Warszawski” oraz „Kurjer Poznański”. Ten ostatni dał taki tytuł i lead:

[6] 

Również prasa światowa wspominała o zajściu, m.in. „New York Times” i australijski „The Argus”:

[1] 

Wszystko wygląda ciekawie, ale pewnie się zastanawiacie „co było przyczyną?”. Cóż, gazety szybko straciły zainteresowanie tematem. Prawdopodobnie chodziło o niechęć obu uczniów do nielubianego dyrektora oraz fakt, że nie był to ich pierwszy egzamin maturalny. Zgadza się – obaj uczniowie już raz oblali maturę i musieli zostać na kolejny rok. Z całą pewnością, co, już pierwszego dnia po zajściu, zauważa „Słowo” - obaj zabójcy nieprzypadkowo byli tak mocno uzbrojeni [8].

Na szczęście, jest to jedyna tak tragiczna szkolna strzelanina na terenach Polski. I obym nigdy nie musiał edytować tego zdania. 

Pisząc ten tekst naszła mnie pewna myśl. Nam wydaje się to oczywiste, ale jest pewnie sporo osób na świecie, które myślą, że przemoc w szkole to coś nowego (jak wspomniałem na początku). Dlatego, kończąc ten wpis, mam do Was prośbę – jeśli kiedykolwiek zobaczycie w komentarzach (np. przy okazji kolejnej szkolnej tragedii) słowa, że to wina gier komputerowych to proszę – wrzućcie tam mój wpis… 
…albo link do Wikipedii, gdzie opisane jest to zdarzenie. Wiadomo przecież, że ludzie prędzej uwierzą cioci Wiki niż mnie – zdegenerowanemu graczowi :P.

Do zobaczenia we wrześniu! Życzę Wam bezpiecznych i spokojnych wakacji!

* W niektórych gazetach pojawia się nazwisko „Obrąbalski”. Jednakże, wileńskie „Słowo” (będące najbliżej miejsca zdarzenia) oraz list otwarty ojca – Emanuela Obrąpalskiego [9] wskazują na zapis nazwiska przez "p" jako właściwy.

Źródła: 
[1] „Argus, The”, 9 maja 1925 roku, s. 33.
[2] „Gazeta Polska”, nr 105, s. 2.
[3] „Gazeta Polska”, nr 106, s. 2.
[4] „Gazeta Poranna 2 Grosze”, nr 125, s. 2.
[6] „Kurjer Poznański”, nr 107, s. 4.
[7] „Robotnik”, nr 128, s. 1.
[8] „Słowo”, nr 102, s. 1.
[9] „Słowo”, nr 107, s. 1.
[10] „Warszawianka”, nr 134, s. 3.
[11] Wikipedia.


sobota, 9 czerwca 2018

Cyny Game


Jako, że wielkimi krokami zbliża się Mundial w Rosji pomyślałem o czymś: jaką widzielibyście jedenastkę złożoną z postaci z gier/filmów/seriali/książek? Oto moja propozycja, swoje podawajcie w komentarzach (ciekawe kto pierwszy wspomni o Tsubasie :P).

sobota, 21 kwietnia 2018

Zostań prawdziwym mężczyzną w Straży!

Chyba właśnie takie słowa (ze „Zbrojnych” Pratchetta, jakby ktoś nie wiedział ;)) znajdują się na plakatach zachęcających do dołączenia w szeregi straży w rozmaitych grach. Skoro już omówiłem większość typów NPCów, czas zająć się właśnie tą grupą.

Poznajcie Stanley’a. Stanley od zawsze marzył, by zostać kimś ważnym, ale był na to zbyt głupi i został nikomu nieznanym z imienia strażnikiem w mieście Khorinis. Zwierzchnicy przydzielili mu wyjątkowo proste zadanie – kazali mu stać przed główną bramą i kazać spadać każdemu, kto nie posiadał ważnego glejtu. Coś, co średnio rozgarniętemu dziecku nie sprawiłoby problemu, dla Stanley’a było nielichym wyzwaniem intelektualnym. Stał więc tak sobie dzień w dzień i wpuszczał tylko znanych sobie z imienia rolników z pobliskiej farmy.

Aż pewnego słonecznego dnia podszedł do niego nieznajomy ubrany w strój farmera. Z początku Stanley’owi wydało się to podejrzane, ale przybysz wmówił mu (co nie jest trudne, gdy ma się IQ upośledzonej rozwielitki), że jest rolnikiem i idzie do kowala. Dla prostego umysłu Stanley’a równanie: nieznajoma twarz*(kowal+strój farmera) ^brak glejtu było zbyt trudne i nakazał reszcie ciała pozwolić nieznajomemu wejść. Ten jednak, zamiast dumnie przekroczyć bramę, odwrócił się na pięcie i po chwili wszedł bez stroju, co wypełnionej zapewne powietrzem głowie naszego strażnika nie wydało się dziwne, bo niby czemu? Przecież po chwili liczba wpuszczonych „rolników” się zgodziła (choć tutaj równanie było jeszcze trudniejsze, bo nieznajoma twarz*(kowal+strój farmera+opaska na oku) ^brak glejtu).

Jego przełożeni nie byli jednak zachwyceni i przenieśli Stanley’a do koszar, by nie narobił więcej problemów. Jednak i tam znalazł na to sposób – oto facet ubrany w szatę Maga Ognia podbiegł do lorda Andre i szturchnął go pięścią. Tutaj iloraz inteligencji wszystkich strażników (pierwszy znany ludzkości ujemny, warto dodać) podjął boleśnie prostą decyzję – trzeba zabić lorda Andre…



Po tych przygodach Stanley’a wyrzucono ze służby, więc wyruszył w świat… Tak trafił do Cesarskiego Miasta, gdzie, po zdaniu stosownego testu (popełnił trzy błędy ortograficzne we własnym imieniu) ponownie został strażnikiem. Jego doświadczenie pozwoliło mu zostać od razu wysłanym na ulicę tego wielkiego miasta. Szybko odniósł sukces – aresztował kobietę, która przypadkowo podniosła nie swoje jabłko w sklepie. Potem jednak wszystko wróciło na stare tory – do tego stopnia, że nawet nie zwrócił uwagi, ze ktoś zabił jednego z jego przełożonych, bo co go to obchodziło? Czy kiedykolwiek ktoś z góry zwrócił na niego uwagę? No, tym razem mu się udało – kolejny „wilczy bilet”. Po tych przygodach Stanley odwiesił swój hełm na kołek (nie trafił) i oddał się innym zajęciom, które nie wymagały aż takiego myślenia.




Nieszczęśliwie (dla IQ NPCów) Stanley dorobił się dzieci (bogowie wiedzą w jaki sposób…), one swoich pociech, aż wreszcie pojawił się Stanley jr, który poszedł w ślady swojego przodka i również został strażnikiem. W Windhelm. Praca jak praca – patrolowanie… pardon – łażenie po mieście i od czasu do czasu powrót do koszar. Banał. Prosty umysł Stanley’a jra ledwie to ogarniał, ale dawał radę. Nie przejmował się nawet plotkami o Rzeźniku, bo co go to w sumie obchodziło. On tu był Strażnikiem.

Pewnego dnia jednak zamordowano kolejną kobietę i zarządca poprosił o pomoc osobę, o której mówiono, że umie pokonać smoki. Jednak Stanley’a jr. niewiele to obchodziło, gdy okładał Dragonborna mieczem w czasie, gdy ten gonił jakiegoś obywatela. Fakt, że ten obywatel chwilę wcześniej chciał zabić jakąś kobietę zdołał ominąć umysł Stanley’a jr. o jakieś… trzysta punktów IQ.



Niedługo później Stanley jr, odznaczony przez jarla orderem Wybitnej Głupoty na Rzecz Mieszkańców, zginął bezpotomnie (łaska boska) podczas oblężenia miasta przez Legion. Nawet nam go nie żal, prawda?

Nie był on jednak ostatnim z rodu Stanley’ów, oj nie. Jeden z potomków „oryginalnego” - Ley ibn Stan – żył już w innym świecie: ściślej mówiąc w XII wiecznej Jerozolimie. Po serii ataków na możnych tych krain Ley ibn Stan został wcielony w szeregi żołnierzy pilnujących miasta. Szczęśliwie, wzorem swoich krewnych, jego umysł nie miał ani grama inteligencji, co pozwoliło mu na przeoczenie faktu, że facet w białej szacie, obwieszony bronią zniknął w polu widzenia i z całą pewnością nie siedzi na ławce między dwoma zwykłymi obywatelami. Co to to nie, Ley ibn Stan był wystarczająco durny, by o tym wiedzieć.

Niedługo później Ley ibn Stan dostał łuk do ręki i kazano mu patrolować dachy, Jednakże, w obliczu wroga, skomplikowana i trudna w obsłudze broń szybko została przez niego wyrzucona na rzecz typowej broni każdego osobnika z IQ poniżej dwa – kamieni. Tu jednak należy Ley ibn Stana pochwalić – rzucał nimi jak zawodowiec.



Co ciekawe, także Ley ibn Stan doczekał się potomstwa, które jednak bardzo długo czekało na powrót do zawodu. Ostatecznie Stan Ley został policjantem i przysiągł pilnować City of Lost Heaven przed działaniami mafii. Jego kariera zakończyła się dość szybko – podczas pościgu między dwoma rywalizującymi ze sobą Rodzinami, zatrzymał jednego z gangsterów za przejazd na czerwonym świetle i wlepił mu mandat. Zdezorientowany mafiozo mandat zapłacił, a jego kumpel w tym czasie zabił ścigających ich bandziorów.

Po latach banicji i wciąż spadającym IQ uniemożliwiającym spłodzenie potomstwa, ostatecznie linia Ley ibn Stana praktycznie wygasła. Ostatnim jego potomkiem był Stan del Ley, policjant pracujący w stanie San Andreas. Zgodnie z tradycją rodzinną – był najgłupszą żyjącą istotą, zmniejszająca IQ populacji NPCów o jakieś 3/4. Szczęśliwie, dla całego społeczeństwa, Stan del Ley zginął na służbie, gdy razem z innymi kolegami próbował zabić tego faceta, co stał na dachu i strzelał do wszystkich. Przez „próbował” należy rozumieć taktykę „kupą mości panowie” polegającą na wchodzeniu po wąskich schodach na dach i ginięciu od kul napastnika. Jeszcze szczęśliwej dla społeczeństwa - Stan del Ley nie posiadał rodziny, więc oszczędzono na rencie.



Kończąc ten wpis, należy jeszcze zwrócić uwagę na szefa policji w nieznanym z nazwy mieście. Komisarz Stanley Stanley (nie rodzina) zawsze bacznie przygląda się rozmieszczonym przez burmistrza posterunkom i wytycza ich strefy wpływów. Niby nic szczególnego, ale czasami trafi się dom poza zasięgiem „prawa” i komisarz zabrania tam jeździć jednostkom choćby niewiadomo co się działo.

Opowieść oparta na faktach autentycznych. Wszelkie nawiązania do prawdziwych osób są przypadkowe.


PS. Mam nadzieję, że wszyscy realni policjanci nie wzięli tego do siebie ;).

sobota, 24 marca 2018

Przedwielkanocne przemyślenia


Jak wiecie, jutro jest Niedziela Palmowa, rozpoczynająca Wielki Tydzień. I choć aura jest wybitnie bożonarodzeniowa to katolicy (w tym ja) powoli szykują się do tych najważniejszych Świąt. Ale nie będę o tym pisał. No, nie do końca.

Jedną z potraw, które muszą w Niedzielę Wielkanocną znaleźć się na świątecznym stole jest żurek. A skoro od tysięcy lat filozofowie różnych kultur zastanawiają się nad sensem życia, ja zdecydowałem się na coś dużo mniej… hmm.. oklepanego – czy da się opisać smak żurku?

Ale jak ugryźć ten problem (niektórzy lubią z chlebem)? Może zacznę od podstaw, czyli składników. Jako, że kucharz ze mnie gorszy niż matematyk zajrzę do encyklopedii wszelkiej wiedzy i kotów – Internetu. Wygląda jednak na to, że na żurek nie ma jednego przepisu, co może sugerować, że mam do czynienia z potrawą wielosmakową. Nigdy wcześniej tak nie patrzyłem na żurek. Myślałem, że ta zupa to tylko jajek i wody. Jak dalece się myliłem pokazuje pełny wykaz składników potrzebnych do przygotowania żurku. Na szczycie listy znajduje się 1,5 litra wywaru warzywnego – dzięki niemu żurek ma posmak wywaru warzywnego. Następnie ½ litra zakwasu na żurek, który definiuje, że żurek to żurek. Dalej jest  1/2 kilogramów białej kiełbasy (pokrojona na plasterki) – bardzo ważny składnik. Bez niego ta potrawa nie smakowałaby białą kiełbasą. Kolejnym składnikiem jest 100 gramów wędzonego boczku (pokrojony w paski) – dzięki czemu dowiadujemy się, że żurek z wędzonym boczkiem pokrojonym w kostkę żurkiem nie jest.

Myślę, że dalsza część składników to tylko wymysł osoby piszącej ten przepis, by zwiększyć ilość tekstu i dostać kasę od sponsorów. Jako, że gotować nie umiem (poza wodą w czajniku) mogę sobie tylko poteoretyzować jaki bukiet smaków, zapach i kolor ma ta zupa. A musi to być cudowne. Smak połączonych smaków jajek i białej kiełbasy. I reszty wymienionych składników. A ten zapach. Mhmmm… doskonałe połączenie zapachu wędzonego boczku z nutką zakwasu na żurek. Jeżeli chodzi o kolor to widzę przed oczami pływające w białej mazi kawałki boczku, kiełbasy i jajek.

Kończąc ten niezbyt długi (ale mieszczący się w standardach UE i UFO) wywód pragnę dodać tylko jedno. Żurek jest wyjątkową zupą - smakuje jak żadna inna, a jednocześnie żadna inna nie smakuje tak, jak żurek.

I tym akcentem życzę Wam rodzinnych i ciepłych (jak nie pogodowo to przynajmniej uczuciowo) Świąt Wielkiej Nocy. I mokrego dyngusa (jeśli ktoś to lubi).

Do zobaczenia za dwa tygodnie!

sobota, 10 marca 2018

Biały Dom Wariatów


Nie lubię, gdy takie sytuacje się zdarzają na blogu… już miałem gotowy wpis – wystarczyło poczekać kilka godzin… a tu takie „coś”. Fakt, że przetoczyło się to przez polskie portale (a dowiedziałem się tego z cdaction.pl), więc głupio byłoby, gdybym ja to przemilczał. Więc wpis powstał „na szybko”.

Piszę tu, naturalnie, o najnowszym filmie, który Biały Dom zamieścił na swoim koncie na YT, a który chyba już wszyscy widzieliście.

Ale, by dopełnić formalności:


Przyznam się Wam, że początkowo nie chciało mi się komentować doniesień o „szkolnej strzelaninie spowodowanej grami”, ponieważ już o tym kiedyś pisałem. Niestety, powyższy filmik uświadomił mi moją pomyłkę – muszę o tym napisać.

Odsunę jednak na bok to, o czym już pisałem. Zajmę się samym „dziełem” Białego Domu – tendencyjnym, nie mającym żadnego sensu wideo o „szkodliwości gier”. No serio – brak jakiegokolwiek komentarza, odniesienia się czy nawet podania tytułów owych brutalnych gier. Nie wspominając już, że chyba wszystkie produkcje z tego materiału mają oznaczenia ESRB „M” i wyżej. Czyli nie są przeznaczone dla dzieci!

Szczególnie rozwaliła mnie obecność Fallouta 4 – i to w dodatku nagranego specjalnie w momencie, gdy gracz zabijajac cywila... łamie prawo panujące w postapokalitycznym Bostonie/Diamond City! Za co, zapewne, został za chwilę ukarany przez strażników.

Skoro już się tym tematem zająłem to postanowiłem zrobić szybki research - i okazało się, że strzelec, Nikolas Cruz, należał do "Junior Reserve Officers' Training Corps" oraz szkolnej drużyny strzeleckiej (źródło: The Telegraph). Czyli tak samo, jak w większości omawianych we wspomnianym wpisie przypadków! Co ciekawsze - miał też więcej wspólnego z tamtymi mordercami - został relegowany ze szkoły, miał problemy psychiczne... Szukając dalej znalazłem materiał CNN dotyczący tej sprawy - i okazuje się, ze w ciągu 10 lat policja byłą wzywana do domu Cruzów... 45 razy! Przy czym lokalny szeryf "przyznaje się" do 23. "Olewactwo" amerykańskiej policji pojawia się także w innej kwestii - w lutym 2016 roku sąsiedzi wzywali lokalne władze bezpośrednio do Cruza w obawie, że ten "zbiera broń i szykuje się do strzelaniny" (usatoday.com).

FBI też się nie popisało: 5 stycznia - ponad miesiąc przed strzelaniną! - otrzymali telefon o planowanej przez Cruza strzelaninie w szkole. I nic nie zrobili! Do czego się przyznali dopiero dwa dni (!) po masakrze. Brawo, przez was zginęło 17 osób (źródło: New York Times, FBI).

I właśnie tym prezydent Trump powinien się zająć - zarówno kwestią dostępu do broni (nie, uzbrajanie nauczycieli to raczej nie jest dobre rozwiązanie), jak i kwestią braku działań ze strony policji oraz FBI - jak to jest możliwe, że przy takich podejrzeniach i informacjach NIKT przynajmniej nie obserwował Cruza?

Zrobiło się dość poważnie, więc trzeba czegoś ciut zabawniejszego - oto fragment odcinka „Klanu”, który ostatnio pojawił się w serwisie JoeMonster.org – nie wiem czy już go widzieliście ;).


Normalnie pod koniec myślałem, że emocje rozsadzą mi mózg – zawsze się tak czuję podczas grania w gry komputerowe. Czy nacisnę ten enter w odpowiednim momencie? Czy wygram dzięki temu? A co jeśli pomylę go z shiftem albo backspacem? Tyle stresu! :)

Choć może ona ma już takiego "skilla", że wystarczy, że naciśnie jeden przycisk i wygrywa! Pewnie jest healerem w jakimś MMORPG i używa jednego macro - szacun! :D

A tak bardziej serio – bardzo ciekawy obraz gracza prezentowany jest w tych wszystkich serialach (vide„Szpital”), nie uważacie? Nic dziwnego, ze później rozmaite osoby doszukują się we wszystkim winy „naszej” rozrywki.

sobota, 1 kwietnia 2017

Śmieszki

Prima Aprilis, April Fools’ Day, un poisson d’avril… Pierwszy kwietnia ma wiele nazw, ale sprowadzają się w zasadzie do jednego – robienia innym żartów, dowcipów i tak dalej, Jednakże ja, zamiast bawić się w jakieś fake informacje, że zostałem księdzem albo porzuciłem granie na rzecz hodowli jedwabników, postanowiłem napisać o żartach i nawiązaniach z gier, które zapadły mi w pamięć. Oczywistym jest, ze nie dałem rady wyłapać wszystkiego – podzielcie się więc w komentarzach nawiązaniami w grach, które Was rozbawiły/zapadły w pamięć ;).


Na pierwszy ogień idzie chyba najbardziej naszpikowana żartami seria – GTA. Pierwsze, co przychodzi do głowy to „Two-Faced Turner” – misja z „trójki”, która naśmiewa się z głównego bohatera serii Driver – czyli ówczesnych „konkurentów” gry Rockstara.

Osobiście spodobał się się też żart R* z… samego siebie. W jednej z misji w GTA V można otrzymać nagrodę za… bycie lepszym od CJ’a. Chyba każdy wie, o co chodzi ;).



W tej samej grze zresztą pojawia się więcej „żarcików”. Najlepszy jest, oczywiście, JB700, czyli samochód nawiązujący do Aston Martina DB5 – chyba najbardziej rozpoznawalnego samochodu Jamesa Bonda.

No, jest też to:




Z kolei z Wiedźmina najlepiej zapamiętałem nawiązania do filmów Quentina Tarantino - Kill Billa oraz Pulp Fiction. Z tego pierwszego CDP Red wziął Hattoriego, wytwórcę mieczy, który musiał robić pierogi. Z tego drugiego najbardziej rozpoznawalny tekst – ostatnie słowa z filmu (gdyby ułożyć sceny chronologicznie, rzecz jasna).

Dodatkowo, oczywiście, zapamiętałem nawiązania do polskich filmów i seriali. Chłopaki nie płaczą- „dałbym sobie uciąć za nią rękę. A teraz chodzę bez ręki”, Jak rozpętałem drugą wojnę światową - „dadadadada dadadada” czy nucenie przez strażników „Deszcze niespokojne”. Ponadto, oczywiście, nawiązanie do polskiej polityki i… „kamieni kupy”. 

Oraz ta karta, jako nawiązanie do pewnej innej gry:



Skoro już o Skyrim mowa – chyba najczęściej słyszałem (i przez to najlepiej zapamiętałem) tekst Hadvara i Ralofa o „trafieniu więcej ode mnie” rodem z Władcy Pierścieni.

Oczywiście, nawiązania do trylogii Tolkiena do innej kopalni „jaj wielkanocnych”, czyli World of Warcrafta i żartu humana o „pomyśle na filmową trylogię - Rządca Bransoletek” [tłum. własne :P]. W kwestii żartów świetny jest też goblin i jego „I'm a little friend. Say hello” (kto wie z jakiego to filmu - ręka do góry ;)).
WoW to także NPC nawiązujące imionami do mniej lub bardziej znanych celebrytów jak Haris Pilton, Harrison Jones oraz Mina Kunis.
Oczywiście, muszę też wspomnieć o Profesorze Farnsworthie [skreślić] Putricide i jego



To już prawie koniec ;). Został jeszcze Far Cry 4 i broń-nagroda o nazwie A.J.M. 9, czyli nawiązaniem do RoboCopa. Jest też moja ulubiona Mafia i akcja w Corleone Hotel.

Przedostatnim żartem jest gra indie To The Moon i sekwencja, w której walka wygląda jak w grach z serii Pokemon. Natomiast ostatni żart pojawia się w grach (i nie tylko) tak często, że trudno mi wskazać gdzie mi zapadała w pamięć. Koniec końców wybrałem to jako osiągnięcie z pierwszej Magicki. Mam oczywiście na myśli „IT’S OVER 9000!” z mojego ulubionego anime ;).


I tym akcentem zakończę :). Napiszcie czy Wam się podobało i podajcie swoje typy :).

sobota, 11 marca 2017

Kac moralny gracza - autopsja

Jak większość z Was zapewne zauważyła, obśmiewani przeze mnie w MSM-ach Prof. S. Jonaliści twierdzą, że gry powodują odwrażliwienie (desensytyzację) graczy. Istnieje także pogląd, który twierdzi coś wręcz przeciwnego – czyli teoria katharsis, która wywodzi się z przekonania, że człowiek odreagowuje w grach swoje wewnętrzne napięcia (Feibel, 2006) – który osobiście popieram.
               
Jednakże, do dziś pamiętam pewną grę, jedyną, przy której miałem kaca moralnego. Wspominałem już o tym kilka razy w komentarzach na tym blogu, ale czas opisać to nieco dokładniej.

Oczywiste jest, że postacie w grach są dla mnie jedynie zlepkiem pikseli i wielokątów, zbiorem zer i jedynek. Naziści? Dajcie mi snajperkę. Policja? Koktajle mołotowa i karabin. Templariusze lub asasyni? Gdzie moje ostrze… Elfy, orkowie, krasnoludy, nilfgardczycy czy redanie? Łuk, miecz, topór lub kula ognia. Buntownicy…
No właśnie, ta frakcja w Gothic 3 stała się w swoim czasie powodem mojej niechęci do tej gry. Kiedy wyszła byłem nią zafascynowany (zresztą do dziś jestem) – nie ze względów fabularnych (bo, nie oszukujmy się, scenariusz był bardzo słaby), ale ze względu na konflikt trawiący Myrtane, Varant i Nordmar. Konflikt, przez którego pryzmat patrzyłem początkowo na wojnę domową w Skyrim. Wojna trzech bogów odzwierciedlona zmaganiami śmiertelników – to przykuło mnie to monitora w tej grze…



Oczywiście, na samym początku obrałem drogę rojalistów, uznając ją za jedyną słuszną. Wyzwalanie miast spod okupacji orków i ich kolaborantów i przekazywanie ich w ręce tych, którzy pozostali wierni królowi powtarzałem wielokrotnie. Za każdym razem przez pierwszy rok nawet na krok nie zboczyłem ze ścieżki Pogromcy Orków…



Aż nadszedł moment, który zna każdy fan RPG, czyli opowiedzenie się po stronie „tych drugich”. Więc zacząłem grę z myślą o zgnieceniu pod swoim butem wszelkiej rebelii i zaprowadzeniu jedynych słusznych rządów nowych panów – orków!

Wszystko szło dobrze aż do zadania zniszczenia kryjówki buntowników – Reddock. Jako, ze grałem na god mode to wpadłem tam i wyrżnąłem w pień tych… tych, z którymi jeszcze niedawno współpracowałem, pomagałem im odzyskać ich ziemię. U mych bezimiennych stóp leżeli ludzie, którzy wierzyli w Innosa.

Wyłączyłem grę, pamiętam, ze nawet nie zapisywałem. Przez tydzieńnie mogłem patrzeć na Gothica 3 – odpalałem go i stwierdzałem „nieee…”. Po tych siedmiu dniach wreszcie go włączyłem. By wczytać zapis i skierować swoje ostrze przeciw najeźdźcom!

Do dziś jednak pamiętam, że to jedyna gra, przez którą miałem kaca moralnego. A Wy – mieliście/macie taką grę, gdzie nie umiecie zagrać „inaczej”/macie wyrzuty sumienia, że zagraliście tak a nie inaczej?



PS. Po kilku latach i tak przeszedłem G3 ścieżką orków :).

sobota, 25 lutego 2017

Super Super Jest?

Zgodnie z zapowiedzią sprzed dwóch tygodni postanowiłem spróbować napisać coś o anime. Jednakże, gdy szykowałem się do pisania stwierdziłem – po co się ograniczać? Niniejszym więc inauguruję nowa kategorię – Kreskówki. Taka nazwa będzie lepsza, moim zdaniem.

UWAGA:


Jednakże, zanim zacznę muszę Wam się do czegoś przyznać – praktycznie nie oglądam seriali. W telewizji i „necie” pojawiają się coraz to nowe odcinki „Gry o tron”, „Walking Deada”, „Belle Epoque” czy innego „M jak miłość” (komu nie spodobało się to zestawienie niech zamieści w komentarzu kamień :P) a ja tymczasem oglądam zupełnie inny serial.

A jest nim, jak się zapewne domyśliliście z tytułu i wstępu (oraz połowy mojej ksywy i awatara), „Dragon Ball Super”. Tylko właściwie – dlaczego go oglądam? Początkowo, muszę przyznać, z sentymentu do „Zetki” (ach, te lata ’90 i oglądanie tego anime na RTL7 we francuskiej wersji z polskim lektorem :)) i chęci zobaczenia „czy Toriyama zrobi to lepiej niż zrobiono GT?” (może kiedyś napiszę o tym dłuższy tekst)… A potem mnie to autentycznie wciągnęło.

[Tu miał być obrazek, ale nie mogłem go znaleźć w Sieci :(]

Zaznaczyć muszę, że nie oglądałem żadnego z ostatnich dwóch filmów kinowych przez obejrzeniem DBS, więc pierwszy i drugi arc „Super” były dla mnie czymś nowym...

Reszta wpisu znajduje się na blogu Forum Actionum: http://forum.cdaction.pl/blogs/entry/48404-super-super-jest%C2%A0/

sobota, 18 lutego 2017

Rez plz!

Jakiś czas temu pytałem na blogu „Po co mi HD?” [http://forum.cdaction.pl/blogs/entry/46463-po-co-mi-hd/], więc wreszcie przyszedł czas pójść o krok dalej – pomyśleć jakie gry powinny zostać wskrzeszone. Ale bynajmniej nie jako „remaster” – chodzi mi o kontynuację.

Więc usiadłem i pomyślałem – które gry zasługują na kolejną część? Kiedyś popularne – dziś żywe głównie w pamięci graczy. I właśnie o tych „żywych trupach” będzie niniejszy wpis :). Musze przy tym zastrzec, że wybrałem osiem takich gier (żeby zarysować temat) i chciałbym Was prosić o dopisywanie kolejnych produkcji w komentarzach.

Na pierwszy ogień idzie, ze względu na fakt, że obecnie znów ogrywam druga część, Jedi Knight II (jakkolwiek by się nazywał w podtytule ;)). Nie jestem jakimś wielkim fanem Gwiezdnych Wojen (a trylogia była tylko jedna – Ojciec chrzestny:P), ale bardzo chciałbym poznać dalsze losy Kyle Katarna i jego uczennicy – Jaden Korr. Ponadto, „dwójka” i „Academy” miały, jak na tamte czasy, rzecz jasna, niezłą grafikę, świet(l)ne walki i typową dla uniwersum fabułę :). No, gra idealna, szczególnie przy powrocie zainteresowania filmami.



Zdaję sobie, niestety, sprawę, że Disney usunął z kanonu te gry, choć nie wiem czy powinno to w czymkolwiek przeszkadzać :).

Drugie, co przyszło mi do głowy to Medieval III: Total War. Że seria strategii ma się dobrze? Owszem, ale ze wszystkich dotychczasowych części największy sentyment mam do „średniowiecza”. Poza tym – Shogun i Rome doczekały się „nowoczesnych” edycji – czemu nie Medieval? Tylko niech usuną Mongołów wychodzących zza krzaczka (jak ja to zawsze nazywałem) ;).

Tak samo kolejna, pełnoprawna, część należy się Mafii [skreślić] Gothicowi. Umówmy się bowiem, że „Świt Bugów” i Argania nie były Gothicami, okej :)? Nie wiem tylko jak fabularnie by to wyglądało -  w końcu „trójka” kończy się koronacją Beziego. Niemniej, wskrzeszenie tej serii byłoby mile widziane, nie sądzicie?

Wracając na moment do RTS-ów to miło byłoby zobaczyć czwarta część Age of Empires. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć czemu zabito tę serię? Szczególnie nie rozumiem wersji HD „dwójki”.



Dark Messiah of Might and Magic 2… pierwsza część była świetnym erpegiem w świecie „hirołsów”, dlaczego więc nie stworzyć „dwójki”? Fakt, system walki nie powalał, ale zarówno fabuła jak i mechanika rozgrywki (różne drogi rozwoju itd.) były jednymi z lepszych w tamtych czasach. Ubi – zrób to, serio! :)

Wśród pomysłów „kogo by wskrzesić” przeszła mi też do głowy gra, której demo było jedną z moich pierwszych – SWAT 5. Tak, zdaję sobie sprawę, że istnieje seria Rainbow Six, ale to jednak nie to samo. Możliwość aresztowania (lub zastrzelenia…) złoczyńców i konieczność odsyłania porwanych to było w 2000 roku coś. Takie spojrzenie na „brutalne gry” od strony policji (czy raczej – SWAT-u). Chciałbym zobaczyć kontynuacje tej serii, bo brakuje dziś takich gier. Może spychologowie napisali by o tej grze coś dobrego…



Z bardziej znanych serii, to miło byłoby znów zobaczyć Medal of Honor w realiach drugiej wojny światowej. To chyba tyle – żadnych współczesnych konfliktów, druga wojna. Nie kosmos, nie Afganistan – druga wojna.

Ostatnią grą, na której kontynuację nie ma żadnych szans, ale i tak chciałbym takową zobaczyć jest Soldier of Fortune 4. Ach, te latające kończyny, sikająca krew…

I wreszcie spychologowie mieliby o czym pisać, a nie w kółko Doom i Quake :D

Screen z gry w linku – osiemnaście lat wymagane!

To tyle mojego na dziś – bardzo chętnie poznam Wasze propozycje :). 

sobota, 11 lutego 2017

Ankieta 2016 – podsumowanie

Zgodnie z obietnicą sprzed dwóch tygodni dzisiejszy wpis będzie poświęcony ostatniej ankiecie. Dziękuję wszystkim za głosy :).

Nie martwcie się – w przeciwieństwie do spychologów podam dokładne wyniki, z liczbami :P.

Na początek kategorie. Zwyciężyły Przemyślenia (6 głosów), co bardzo mnie cieszy. Na drugim miejscu pojawił się MSM (5 głosów), co nieco mnie zaskoczyło, bo sądziłem, że ta kategoria nie jest już tak lubiana. Widać – pomyliłem się :). TopFool i Z życia NPC otrzymały po 3 głosy, a Opowiadania i Recenzje po 1. Co oznacza, że będzie ich mniej, choć będą się pojawiać. Ale rzadziej.

Większości z Was nie brakuje u mnie żadnej kategorii, co mnie cieszy. Spodobała mi się jednak ostatnia odpowiedź:

„Mangaroom :) No przecież ktoś ci to musiał napisać..”

I obawiam się, że nie będę mógł spełnić tej prośby z przyczyn czysto technicznych – nie czytam mangi. Anime, owszem, czasem oglądam i mogę o tym coś napisać. Może być? ;)

Pytanie o ilość MSM-ów pojawiło się w tej ankiecie nie bez przyczyny. Spodziewałem się, szczerze pisząc, innych wyników. Ale te mnie cieszą J. „To był super pomysł - MSMy są już nudne” otrzymało 2 głosy. „Nie mam zdania” – 3 głosy. Wygrała opcja „To był kiepski pomysł - MSMy są najlepsze!” z 4 głosami. Co oznacza, że będzie ich tylko niewiele więcej niż w zeszłym roku :).

Ostatni punkt, czyli prośba o sugestie, była dobrym pomysłem  mojej strony, nieskromnie stwierdzę ;).

„WINCYJ FPISUFF! :)”

To klasyka, na którą musze smutno odpowiedzieć – chciałbym, ale się nie da :D.

„Przestań wreszcie robić takie interlinie (czy jak to tam ma) co dwa, trzy zdania.”

Tu muszę się zgodzić – wiem o co chodzi. Mam nadzieję, że ostatnie wpisy były już lepiej formatowane. Powinienem zrzucić to na dziwne rzeczy, które Forum potrafi zrobić z moimi wpisami (np. „rozstrzelenie akapitów po zamieszczeniu”), ale nie będę tym tłumaczył swojego niedbalstwa.

„Nie przestawaj, tylu ludzi już znikło... Nie ma czego szukać, pełno linków do youtuba, odnośników zewnętrznych... Naprawdę miło jest wejść i zobaczyć kogoś, kto nie boi się słowa pisanego.”

Nie powiem, ten tekst najbardziej mi się spodobał. Osobie, która to napisała obiecuję, że nie mam zamiaru znikać z Forum… przynajmniej póki co nie mam takich planów :).

Podsumowując, chciałbym podziękować tym osobom, które oddały głos oraz tym, które zagłosowały na mnie w ostatnich Smugglerkach. Z mojej strony mogę też zapewnić, że będę tu pisał regularnie. O czym? Jeszcze do końca nie wiem ;).

PS. Zapomniałem o tym w ankiecie, ale to też ważne – co sądzicie, żeby w moich tekstach pojawiały się mniej lub bardziej sensowne obrazki, gify itp.? Piszcie w komentarzach :).

sobota, 14 stycznia 2017

Gdyby ciocia miała...

Gdyby ciocia miała...

Witajcie w 2017 roku, czasie, gdy gry komputerowe przestały być postrzegane jako źródło wszelkiego zła…



Oh, crap…

Wiem, wszyscy już o tym czytali – było na fp Smugglera, było na cdaction.pl, było na setkach innych stron. Ale znacie mnie – nie byłbym sobą gdybym o tym nie wspomniał ;).

Jednak nie martwcie się – nie zrobię z tego eMSM-a. Mogę jedynie cieszyć się, że Mały Słownik Spychologiczny zyskał nowe hasła (tak, aktualizuję go i zachęcam do zaglądania tam od czasu do czasu ;)).

Postanowiłem podejść do sprawy nieco inaczej. Poniżej wypisałem inne, równie mądre i naukowe podejście do różnych kwestii.

Zachęcam też do podrzucania nowych pomysłów :). Może, jak się tego trochę zbierze, to do NL trafimy? ;)

Więc, skoro przez brutalne gry komputerowe stajemy się mordercami to:

- przez obejrzenie wszystkich odcinków „Dra House’a” stajemy się diagnostami (tak, to jest toczeń);
- przez obejrzenie „Chłopców z ferajny” dołączamy do mafii;
- przeczytanie i obejrzenie „Ojca chrzestnego” zrobi nas głowami mafii[skreślić] Rodzin;
- przeczytanie książek o Herculesie Poirot sprawi, że będziemy detektywami;
- po „Zmiennikach” staniemy się taksówkarzami;
- po „Taksówkarzu” w sumie też… ale innymi;
- seria „FIFA” zrobi z nas świetnych piłkarzy/menadżerów/trenerów;
- obejrzenie wszystkich odcinków „Dragon Balla” uczyni nas najsilniejszymi w multiversum;
- „Kevin sam w domu” zmusi nas do siedzenia w Święta samotnie w domu, by popastwić się nad dwoma włamywaczami;
- po obejrzeniu „Simpsonów” staniemy się żółci i stracimy jeden palec (D’oh!);
- satanistyczny „Harry Potter” nauczy nas czarów, które możemy rzucać kiedy tylko zechcemy (nawet bez różdżek – sami sprawdźcie!);
- lektura „Piekła pocztowego” doprowadzi nas do fotela prezesa Poczty Polskiej;
- jeśli przeczytamy wszystkie numery „CD-Action” staniemy się wszechstronnymi recenzentami gier;
- obejrzyjmy wszystkie Jamesy Bondy a staniemy się najlepszymi agentami na świecie;
- ominiemy każdy pocisk po seansie „Matrixa”;
- wszystkie odcinki serialu „Wiedźmin” i wszędzie będziemy widzieć kiepsko animowane smoki;
- „Dzień Szakala” nauczy nas jak być świetnym zabójcą… i spudłować do najważniejszego celu;
- „Top Gear” i „The Grand Tour” zrobią z nas speców od motoryzacji;
- obejrzeliśmy „Grę o tron” i niedługo umrzemy w jakiś dziwny sposób… i nie będziemy przejmować się nadchodzącymi White Walkerami.

To by chyba było na tyle ode mnie ;). Kończąc przypominam o ankiecie (dziękuje za oddane już głosy :)).


Do zobaczenia za tydzień!

sobota, 3 grudnia 2016

[TopFool] Organizacji z gier, do których nikt nie powinien chcieć się dołączyć!

Miejsce 5
Groove Street Gang

No serio – ubrani n zielono gangsterzy, których jedynym przeznaczeniem jest usługiwać (czyt. z uśmiechem na ustach iść na rzeź) jakiemuś niezbyt rozgarniętemu gościowi, którego całe lata nie było na dzielni? No bez jaj!

Miejsce 4
Rooks

To samo, co wyżej, tylko w XIX wieku. I zamiast jednego przygłupiego przywódcy jest dwójka. Jedno z nich to niby fajna laseczka, ale ma wredny charakter. Zupełnie jak jej brat, który z kolei myśli tylko o rozwałkach.

Tu również każdy członek gangu traktowany jest jak mięso armatnie. I jeszcze te zielone stroje. Unikać!

Miejsce 3
Mroczne Bractwo

Cisi zabójcy odziani w lekkie zbroje lub szaty z pomocą sztyletów zabijają nic nie podejrzewające ofiary. Wygląda to na doskonałe miejsce dla elfach lub ludzkich skrytobójców.

Dopóki do organizacji nie zostanie przyjęty wielki ork z dwuręcznym toporem większym od przeciętnego Khajiita i w ciężkiej zbroi, który ma w sobie tyle finezji co smok w czasie ataku na Dawnstar. Przywódcy są też, lekko mówiąc, debilami przyjmując do mega tajnej i nielegalnej organizacji kogoś, kto zabił schorowaną i starą kobietę w jakimś sierocińcu. Patologia!

Miejsce 2
Mafia

Eleganckie garnitury, piękne samochody i szybkie kobiety – tego właśnie nie dostaniesz od mafii, bo szef woli faworyzować nowego oszołoma, który dopiero co był taksówkarzem i najprawdopodobniej nie ma jaj by kogoś zabić. A ty… no cóż, siedź sobie w restauracji, zajadaj spaghetti i czekaj aż ktoś cię wreszcie zauważy. Nigdy to się nie stanie, uwierz mi – wszystkie twoje obowiązki przejmie ten „nowy”, bo i czemu nie?

Miejsce 1
Inkwizycja

Banda imbecyli, którzy ślepo poszli za osobą, której świeci się ręka. Czy trzeba innej rekomendacji, by pójść gdzie indziej?


A Wy – do której organizacji z gier odradzalibyście się dołączyć?

sobota, 26 listopada 2016

Mordercy wychodzą z ekranu!

Z pozoru niewinny nastolatek nagle zamienia się w maszynę do zabijania. Nikt niczego nie podejrzewa i nagle dochodzi do rozlewu krwi. Czy takim tragediom można zapobiec?

Spokojna wieś, wielka tragedia

Kupścikowo Dolne to spokojna miejscowość w województwie Chuwijakim. Cisza i senność tego miejsca zostały brutalnie pogwałcone 31 lutego tego roku, gdy 15-letni Lucek Sz. pobił na śmierć swojego kolegę z klasy – Damiana Ręczyciela.

- To był całkiem normalny chłopak – wspomina Damiana jego wychowawca, Dariusz Ślepy. – Nie przypominam sobie, żebym widział jakąkolwiek bójkę z jego udziałem – dodaje szybko.

Zapytany o Lucka odpowiada – Nigdy nie widziałem, by działa mu się krzywda w szkole.

Znajomi mordercy ze szkoły potwierdzają to zdanie:

- Był zawsze bardzo miły. Ukrywał nawet te siniaki, które mu nabijaliśmy – stwierdza jeden z jego kolegów ukrywając pod kurtką nóż sprężynowy, który używany jest to obierania ziemniaków.
- Jako pierwszy w naszej klasie miał komputer – zauważa jego koleżanka trzymając w dłoni dopalacz.

Na ten właśnie aspekt zwrócił uwagę szkolny spycholog, mgr Karolina Retynka:

- Rozmawiałam nieraz z tym chłopakiem. Dużo grał w arcybrutalne gry, o których się teraz sporo mówi w mediach.

Czy te produkcje mogły wywołać u niego agresję?

- Owszem – odpowiada mgr K. Retynka. – Agresja powstała wraz z grami komputerowymi.

Sytuacja rodzinna

Rodzina Sz. znana jest w miasteczku jako spokojna i bogobojna. Ojciec Lucka był żołnierzem a matka zawsze pracowała w domu. Sąsiedzi są zgodni:

- To dobra rodzina. Zawsze się ukłonią i pogadają. Pan Sz. jest nawet tak miły, ze gdy tłucze żonę i syna to zawsze zamyka okna, by nam nie przeszkadzać – mówi pan Marchewka, sąsiad rodziny Sz.

Niestety, rodzice Lucka odmówili komentarza. Prawdopodobnie nie chcą by wiązano ich z takim zwyrodnialcem.

Udało się natomiast przekonać do krótkiej rozmowy matkę zamordowanego brutalnie nastolatka – Darię.

- Mój syn był taki zaradny. Odkąd skończył 13 lat przynosił pieniądze do domu. Kochał też przyrodę. W pokoju hoduje takie ładnie pachnące zielone liście.

Ojciec, ze względu na osobistą tragedię, odmówił rozmowy na temat syna.

Zabójcze gry

Na komputerze Lucka Sz. policja zabezpieczyła wiele gier o tematyce zabijania i okaleczania, przede wszystkim MeinKampferStrike oraz Forming Simulator.

Zdaniem Daniela Ebila z „Cock walking around me” - fundacji wspierającej spychologów – tego typu gry powodują przemoc, satanizm i trzęsienia ziemi.

- Znane są przypadki, gdy młody człowiek najpierw gra w ultrarealistyczną grę, a potem zaczyna mordować, rabować i gwałcić.

Po czym dodaje: - Czytałem kiedyś o takiej grze. Nazywała się Dead Race. Po zagraniu w nią wielu młodych ludzi zaczęła się zabijać.


Na ilustracji - jedna z najkrwawszych i najpopularniejszych obecnie gier – Dead Race.

Powstaje jednak pytanie - czy brutalne gry komputerowe zmusiły Lucka Sz. do zabicia kolegi?

- To nie jest wykluczone – zauważa mgr Retynka wypalając papierosa. – Gry komputerowe są najgorszą rzeczą wymyśloną w XXI wieku. Te krwawe produkcje zmuszają młodego człowieka do popełniania czynów, jakie widzą na ekranie. A oni posłusznie je wykonują.

Czy takich tragedii da się uniknąć?

- Można, o ile gry komputerowe zostaną całkowicie zakazane – zauważa D. Ebil. – Jest to jedyny sposób.

Podobne zdanie ma mgr Retynka:

- Myślę, że należy zniszczyć wszystkie komputery w Polsce.

O to samo zapytaliśmy znanego jutjubera, który jednak pragnie zachować anonimowość:

- Gry nie są, k…, żadnym problemem.

- Dobitnie pokazuje to, jak funkcjonuje środowisko graczy – komentuje Ebil i zapowiada, że jeszcze w tym roku złoży do sejmu wniosek o zakaz handlu grami wideo.


- Oby nigdy więcej nie doszło do takiej tragedii – kwituje swoją wypowiedź Ślepy stając tyłem do uczniów przygotowujących się na szkolnym korytarzu do sztuki „Fight Club”.

PS. Powyższy wpis powstał dzięki zaangażowaniu forumowiczów (szczególnie nerf0, który mnie przyzwał ;)) w ten temat na Forum Actionum. Oraz dzięki „kolejnej medialnej tragedii”.

sobota, 19 listopada 2016

Ultra-Mega-Hiper lista gier zakazanych



Wpis numer 150 wymaga czegoś specjalnego. Oto (prawdopodobnie…) Ostateczna Lista Gier Zakazanych stworzona przez Małgorzatę Więczkowską w 2009 roku (link na dole) – „Lista gier komputerowych, w których występują elementy demoniczne nawiązujące do okultyzmu i satanizmu”.

Lista jest wyjątkowa, bo zawiera 195 pozycji! Czyli więcej niż jakakolwiek wcześniej! A na niej same nowości, oczywiście. Przecież gdyby było inaczej to nie wrzucałbym tej listy na bloga, prawda? :D

Dobra rada – nie czytać od razu – polecam podzielić sobie lekturę niniejszego wpisu na części.

Jesteście gotowi? Wiedzcie, że w im więcej z tych gier graliście, tym głębiej traficie do Piekła.

Jako, że poniższy wpis jest technicznie jednym wielkim cytatem, wszystkie moje komentarze znajdą się w takich nawiasach {} i zostaną zaznaczone na czerwono (czyli tak, jak zawsze przy takich okazjach ;)).

Gotowi?

1.Abomination {ktoś zna? Wiem tylko, że jest to produkcja z 1999 roku}
2.Abuse {1995 :O I wszystko jasne}
3.Alien Breed {1993}
4.Alien Breed 3D {nie stwierdzono istnienia takowej…}
5.Alien Breed Tower {w 1994 wydano AB: Tower Assault, ale czy o to chodzi?}
6.Assault {acha, jednak o to :D +1 do gier :P}
7.Alien Carnage {1993}
8.Alien vs. Predator {ok, 2000 rok, ale gdzie „dwójka”?}
9.Anvil of Dawn {1995}10. Areatera: Mroczne bractwo {nie ma takiej gry. Istniała Arcatera, ale to chyba co innego :P}
11. Assassion {co? ktoś ma jakiś pomysł? Nie, tu nie ma literówki – tak jest na liście}
12. Azrael’s Tear {1996}
13. Baldur’s gate
14. Baldur’s gate II
15. Baldur’s Gate – Dodatki {a to co? Dodatki do której części?}
16. Banshee {no idea}
17. Barbarian {co? znalazłem, że gra z 2002 roku, ale słyszał ktoś o niej?}
18. Battle Arena Toshinden {1995 – słyszał ktoś o niej?}
19. Battle Beast {nie mam pojęcia co to…}
20. Blair Witch
21. Blood {1997}
22. Blood & Magic {1996}
23. Blood II {1998}
24. Brides of Dracula {1992! I to jeszcze na C64! To dopiero znana wszystkim nówka! Kto grał – ręka do góry? :D}
25. Brigandine
26. Carmagedon
27. Carmagedon II {a jakżeby inaczej – tylko gdzie się podział TDR, a?}
28. Crusader: No mercy {gra została anulowana, więc co tu robi?}
29. Crusader: No regret {1996}
30. Crusader: No remorse {1995 – niedawno była na Origin za darmo, ale w 2009 kto ją pamiętał?}
31. Crusaders of Might & Magic
32. Crystals of Arborea {o w… 1990! Ta gra ma tyle samo lat co ja! Kto ja znał/pamiętał w 2009?}
33. Cybermage {1995}
34. Darklands {1992...}
35. Dark Reign {1997}
36. Dark Vengeance {1998}
37. Deadalus Encounter {Daedalus… 1995, przygodówka}
38. Demon Blue {1992}
39. Denice Rise of the Ku tan {Demise: Rise of the Ku'tanu, 1999}
40. Descent
41. Descent 2
42. Descent I
43. Descent II {ciekawy sposób na wydłużenie listy :D. Podać dwa razy te same gry, ale z różnym zapisem cyfr :D genialne!}
44. Descent III
45. Derturap Dungeon {Deathtrap Dungeon, 1998}
46. Devil Dice
47. Diablo
48. Diablo {ta gra jest tak satanistyczna, że zajmuje dwie pozycje :D}
49. Diablo Hellfire
50. Diablo II {a gdzie w takim razie dodatek Lord of Destruction, a?}
51. Dominus {hmm… jedyny Dominus, jakiego znalazłem to Dominus Online – gra, która nigdy nie powstała J}
52. Doom I {1993}
53. Doom II {czyli “trójka” nie była satanistyczna? Hurra! :D}
54. Dracula
55. Dragonstone {1995}
56. Druid {1986! Nawet nie wiem, jak to skomentować…}
57. Duke Nukem 3D
58. Dungeon Keeper
59. Dungeon Keeper 2
60. Dungeon Master
61. Dungeon Master II
62. Dugeons & Dragons {kolejna literówka… o dacie nawet nie wspomnę}
63. Epic {nie mam pojęcia co to…}
64. Eradicator {1996}
65. Fantasy General {jw}
66. Faust {1999, a książka Goethego też była satanistyczna i trzeba jej zakazać? :D}
67. Franko
68. Franko {kolejny podwójne miejsce ma. No, no, no J; 1994}
69. FX Fighter {1995}
70. Gabriel Knight {1993}
71. Gender Wars {1996}
72. Get Medieval {pamiętam tę grę :D Z tego, co sobie przypominam walczyło się tam z diablikami i czym tam jeszcze}
73. Gift {czy to nie było o takim małym diabliku? No tak – wszystko jasne…}
74. GTA {to chyba oczywiste, nie?}
75. GTA 2 {Ni grzyba nie mogę sobie przypomnieć satanizmu w GTA 2 – były odjechane misje, ale zaraz okultyzm? I gdzie są pozostałe części?}
76. Half-life {???}
77. Hammer of the gods {1994}
78. Hell {nie wiem co to – bo to chyba nie to z 2014 ;)}
79. Heretic
80. Heretic II
81. Heroes of Might & Magic Dodatki {a to co za twór? Dodatki do którego HoMM?}
82. Heroes of Might & Magic I {1995}
83. Heroes of Might & Magic II
84. Heroes of Might & Magic III {o, to moja ulubiona czwórka jest dobra? I piątka też? Hurra :D!}
85. Heroe’s Quest {nie wiem co to…}
86. Hexen {1995}87. Hexen II
88. Heewind dale {Hę? Co to za gra? Słyszałem o Icewind Dale, ale ten tytuł tego nie przypomina}
89. Inferno {1994}
90. Inferno – Special Edition
91. Infinite Worlds {nie mam pojęcia co to…}
92. Invictus {Google podało mi, że to nazwa… węgierskiego producenta gier O.o}
93. Iron blood {1996 – na DOS-a!}
94. King’s Quest {1984! Te gry robią się coraz starsze!}
95. Kingdom {ok, albo Autorka miała kryształową kulę albo ta gra ma jakiś dalszy tytuł – jedyne Kingdom, jakie znalazłem, to gra na Androida z 2015}
96. Kingdom of Magic {Kingdom O' Magic, 1996}
97. Kingdom under fire {2001, niech będzie J}
98. Lands of Lore {1993}
99. Lands of Lore II {1997, i wcale się tak nie nazywała J}
100.Lands of Lore III {1999}101.Legacy of Kain
102.Litil Devil {Litil Divil, 1993}
103.Lords of Magic {1997}
104.Lords of Midnight {1995 – najpóźniejsza, na MS-DOS}
105.Magic & Mayhem {wreszcie coś nowszego – 2001}
106.Magic Carpel {co?}
107.Magic Carpel II {co??}
108.Magic Carpel: Hidden Worlds {co??? chyba Magic Carpet ;)}
109.MDK
110.MDK II {???}
111.Metal Mutant {1991}
112.Might Magic {chyba Might & Magic; 1986}113.Might Magic I {to co innego, niż to wyżej?}
114.Might Magic II {tak się wydłuża listę :D}
115.Might Magic III
116.Might Magic IV
117.Might Magic V
118.Might Magic VI
119.Might Magic VII
120.Might Magic VIII {„dziewiątka” nie była satanistyczna, pamiętajcie ;)}
121.Mortal Kombat
122.Mortal Kombat II
123.Mortal Kombat III
124.Mortal Kombat IV
125.Mortal Kombat Ultimate {ermm... chyba chodzi o ulepszoną wersję „trójki”}
126.Nox
127.Nude Raider {chyba Autorka nie wie czym różnią się mody od gier – przydałoby się douczyć}
128.Panic in the Park {1995}129.Phantasmagoria {jw.}130.Poltergeist {nie mam pojęcia co to…}
131.Prawo Krwi {1995}
132.Prey
133.Primal Range {padłem przy tym tytule  JPierwotny Zasięg :D; Primal Rage; 1994}
134.Quake
135.Quake {kolejny podwójny na liście J}
136.Quake II
137.Quake III
138.Quake III {o, ten też podwójny J}
139.Quarantine {1994}140.Rage {1996}141.Rage of Mages {1998; I gdzie jest w takim razie “dwójka” z 1999?}142.Realms of the haunting {1997}143.Readline {Redline – różnica niewielka :P}
144.Ring Cycle {1996}
145.Riuns {??? Ruins?}
146.Road Rash {1991… gdzie tu okultyzm?}
147.Road Warrior {chodzi o dwójkę Mad Maxa?}
148.Roadkill
149.Rune
150.Seventh Sword of Mendor {??????}
shadow Warrior {o, a ta gra nie dostała numerka – jest aż tak satanistyczna?}
151.Simon the Sorcerer
152.Simon the Sorcerer 2 {ej, rozumiem magia, ale Simona bardzo kiedyś lubiłem J}
153.Skeleton Crew
154.Storm Master
155.Street fighter
156.Street fighter 2
157.Super street fighter 2
158.Super street fighter 2 turbo
159.Tackwondo Master {????? Może chodziło o Taekwondo? Nie mam pojęcia…}
160.Tibia {a jakże :D}
161.The Sims: światowe życie {pozostałe części nie były satanistyczne? Dlaczego akurat ta? Ktoś zna i mi powie? :)}
162.Thunderscape {1995}
163.Torment {nie mam pojęcia co to za gra… Planescape: Torment?}
164.Total Distortion {1995}
165.Ultima
166.Ultra Vortex {pozostałe części Ultimy, jak rozumiem, są ok?}
167.Unreal {tylko „jedynka”? Kurde, jestem satanistą L}
168.Vampire The masqerade – Redemption {pozostałe części są dobre, warto wiedzieć}
169.Virtua fighter {???}170.Virtuoso {1994}
171.Voyeur {1993 – na angielskiej Wikipedii przeczytałem, że gra była przygodówką z „prawdziwymi” aktorami, a jedyna kontrowersja była związana ze scenami seksu i nagością. Satanizmu nie stwierdzono (przynajmniej nie ma takiej informacji)}
172.Voyeur II {1996}
173.Warcraft
174.Warcraft II
175.Warcraft III {Super! World of Warcraft jest więc bezpieczną grą J}
176.Warlords
177.Warlords Battleery {Battlecry; 1999}
178.Warlords II
179.Warlords III {to ta sama seria? Powinno być więc Warlords Battlevry III}
180.Witchaven {1995}
181.Witchaven II
182.Wizardry I {1981!}
183.Wizardry II
184.Wizardry III
185.Wizardry IV
186.Wizardry Nemezis {Autorka dobrze kombinowała, że to ta sama seria, ale tytuł brzmi Nemesis: The Wizardry Adventure i powinna znaleźć się po „siódemce”}
187.Wizardry V
188.Wizardry VI
189.Wizardry VII
190.Wizardry VIII
191.Wizard’s Crown {1985}
192.Worms I {ostrzeliwujące się dżdżownice to też satanizm i okultyzm???}
193.Worms II {chodzi o Armageddon?}
194.Worms III {czy to mój ulubiony World Party?}195.Zephyr {chodzi o Zephyr: Rise of the Elementals? Przynajmniej 2009…}

Uff… to była długa lista, nie sądzicie? Ale i tak ni jest pełna. Jak Autorka wytłumaczy brak Harry’ego Pottera? Jak mogła zapomnieć o tak ważnym źródle zła wszelakiego? Tak samo zdziwił mnie brak Pokemonów. Cóż za niedbalstwo!

Zastanawia mnie też brak Wiedźmina – a może to przejaw patriotyzmu? :D Gothic też, jak widać jest bezpieczny, tak samo jak seria The Elder Scrolls.

Więc jest w co grać bezpiecznie J.


Obiecany link http://www.nowa.edukacjamedialna.pl/download.php?view.28

sobota, 12 listopada 2016

Broni, którą chciałbym mieć w realnym świecie!

Miejsce 5 
Miecz świetlny

Super sprawa – poręczna rękojeść, wysuwane ostrze i nowoczesny design. Każdy chciałby coś takiego mieć. Fakt, trzeba mieć wyszkolenie, ale jak już się będzie miało to… można sobie pokroić chleb i zrobić od razu tosty!

Wadą niewątpliwie jest możliwość przypadkowego odwrócenia miecza nie tą stroną, co obrazuje poniża ilustracja:



Miejsce 4 
Frostmourn

Potężna broń dzierżona przez Króla Lisza jest bez wątpienia najciekawszym artefaktem w całym uniwersum Warcrafta. Zimna stal z wyrytymi runami zawsze bardzo mi się podobała – nawet szkoda mi było, że [spoiler alert!] broń zostaje zniszczona.

Jedyną wadą jest konieczność zabijania i wysysania dusz innych istot. No, do tego może dojść też ojcobójstwo (vide Arthas).

Miejsce 3 
Ukryte ostrze

Kolejna poręczna – a nawet podręczna – broń, z której chciałbym móc korzystać. Fakt, nie przydaje się zbyt często, ale mimo wszystko dobrze mieć jakiegoś asa w rękawie.

Wady? Trzeba uważać na palce…

Miejsce 2 
Ognisty miecz

Broń równie poręczna co miecz świetlny, ale ma dodatkowe zastosowanie – można sobie na nim przypiec kiełbaskę. Czyli nie trzeba będzie rozpalać ogniska itd. – wystarczy położyć miecz w bezpiecznym miejscu i można się ogrzewać do woli.

Wada – lepiej nie trzymać tego w domu… Grozi pożarem, a żadna firma ubezpieczeniowa nie zapłaci za pożar wywołany mieczem…

Miejsce 1 
Piecemaker

Chyba najpotężniejsza broń w tym zestawieniu. W końcu to broń oblężnicza. Niemniej, jej siła jest wystarczająco duża, by nie trzeba się już było niczym innym martwić.

Oczywistą wadą jest konieczność posiadania trolla na podorędziu. Ale to chyba niska cena, nie?

A Wy – jaką broń chcielibyście mieć w rzeczywistości?


PS. Ten wpis jest 149. na moim blogu J. Za tydzień spodziewajcie się czegoś specjalnego J.

sobota, 15 października 2016

Dziennik Nathana Paula Chestertona

Dzień 1

Wreszcie wyprowadziłem się ze swojej wioski. Duże miasto to duże możliwości. Fakt, mieszkam w jakiejś klitce, ale jutro mam rozmowę o pracę. Będę operatorem śmieciarki. Zawsze coś, na początek. A tymczasem obejrzę TV.

Dzień 2

Zniszczenie, pościgi, wybuchy, krew, akcja! I to wszystko widziałem zanim w ogóle wyszedłem z mojej dzielnicy! Jaki tu jest poziom przestępczości? Może niezbyt wysoki, bo w życiu nie widziałem tylu policjantów. Na szczęście widziałem jak gliny zatrzymały tego szaleńca – w końcu kto normalny biega z bazooką?

Dzień 4

Mój pierwszy dzień pracy minął nadzwyczaj spokojnie. Jeżdżę z dwoma kolesiami po mieście. I tyle. Nic więcej – to miasto nie generuje żadnych śmieci. To w sumie dobrze – płacą mi praktycznie za nic.

Dzień 5

Co tu się ku*** dzieje??? Dzisiaj go widziałem – tego świra! Najpierw myślałem, że to ten towar, który wczoraj… nie ważne. Ale nie! Ten facet normalnie jeździł po mieście – a jaka ma wypasioną furę! Potem wszędzie widziałem ten sam model, więc chyba pół miasta sobie kupiło.

Dziwne, że tylko jego egzemplarz miał wybitą lewą szybę.

Dzień 8

Ale rzeźnia! Znowu była strzelanina i znowu to ten sam gość! Ale co tu się działo… czołgi, śmigłowce, wszędzie trupy. Widziałem jakiegoś potrąconego faceta, więc wezwałem karetkę. Przyjechali, rozjechali go i zajęli się policjantem z przestrzeloną czachą. Widać, jak traktują zwykłych obywateli, konowały. Przynajmniej go uratowali – wpakowali go do karetki i pojechali potrącając jeszcze trzy osoby.

Dzień 9

Świr nadal ucieka. Co za beznadzieje władze są w tym mieście! Czołgi jeżdżą po ulicach niszcząc asfalt!

Dzień 10

Skąd miasto stać na tylu policjantów? I czemu aż dwa dni zajęło im dorwanie tego świra? Przynajmniej to już koniec jego przygody, ha! Sam widziałem jak go podziurawili. Durszlak normalnie.

Dzień 12

Trochę wczoraj popiłem z kumplami. Przy budce z hot-dogami spotkałem tego świra – całego i zdrowego! Ci lekarze to jednak są nieźli. Ciekawe jak oni to zrobili?

Dzień 14

Eeechhh… kolejny pościg, ale nuda…

Dzień 15

Ci policjanci to jacyś jeb******* są. Wczorajszy pościg zakończył się na moich oczach. I nie, nie złapali go – wjechał do jakiegoś warsztatu, przemalował wóz i policja pojechała gdzie indziej. No nie wierzę! Zawołałem jednego z gliniarzy, ale mnie olał tłumacząc, że „to przecież nie jest poszukiwany”. Przecież przez przednią szybę widziałem jego mordę!

Dzień 18


Mam dość – jutro wyjeżdżam z tego durnego miasta. Przez trzy godziny policja goniła Świra, by olać go, gdy wszedł do swojego domu. Bardziej beznadziejnej policji nigdy nie widziałem. Dobrze, że jutro już mnie tu nie będzie.

Za wcześnie?

 Znacie już moje zdanie o starych grach wydanych w „wersji HD” . Ostatnio jednak naszła mnie inna myśl – a co z grami „early access”? Czy na...