sobota, 25 maja 2019

Spychologiczna wiedza o grach (część kolejna)


Napisanie tego MSMa chodziło mi po głowie od dłuższego czasu. Podczas poszukiwań materiałów wielokrotnie natrafiłem na stronach internetowych szkół na artykuły o szkodliwości gier komputerowych w zakładkach typu „Dla Rodziców”. Zwykle jest to kopiuj-wklej-podpisz się, więc szukałem czegoś autorskiego. I kiedy już myślałem, że wreszcie znalazłem…
Okazało się, że tekst pt. „Przemoc i agresja płynąca z gier komputerowych”, opracowany przez Beatę Jackowska – pedagog szkolną z Publicznej Szkoły Podstawowej nr 14 Integracyjnej w Radomiu – był niemal całkowicie spisany. Dokładnie tak – spisany kropka w kropkę, bez najmniejszej próby dodania czegoś od siebie. Właściwie tylko podpis i bibliografia zostały sporządzone przez tą Panią. Reszta to kopiuj-wklej.

sobota, 2 marca 2019

Ilość fanów zwiększa się


Jutro (03.03) minie 20 lat od premiery (chyba) najbardziej lubianej strategii turowej – czyli Heroes of Might and Magic III. Korzystając z chwilowego hype’u postanowiłem dorzucić swoje trzy grosze w tym szybkim wpisie :).
„Solenizant” także dla mnie jest grą, którą mile wspominam mimo upływu lat. Do dziś pamiętam, że jeszcze w gimnazjum (czyli w latach 2003-2006) zagrywałem się w niego sam lub z bratem, czasami ze znajomymi. Zazwyczaj grałem Zamkiem (ze względu na Archanioły), choć zdarzało mi się także grać innymi frakcjami (lubiłem Bastion, za to nigdy nie umiałem grać Twierdzą). Muszę też dodać, że nie grałem ani w „jedynkę” ani w „dwójkę”, więc był to dla mnie pierwszy kontakt z TBS-em.


Mógłbym się rozpływać, że ta gra była i jest genialna, najlepsza w jaką grałem… Ale, obawiam się, że skłamałbym.

Bowiem, o ile HoMM3 darzę sympatią, to nie jest on nawet moją ulubioną częścią „Hirołsów” ( w skali szkolnej 5/6). Ten tytuł należy bowiem do, niesłusznie niedocenianej, „czwórki”. I to właśnie do tej części mam największy sentyment – na tyle, że mimo upływu lat wciąż lubię do niej wracać. Jasne, „trójka” miała mod HD i nawet go sobie zainstalowałem (z CDA), ale niestety – na darmo. Nie potrafiłem znów „pokochać” tej części. A w HoMM4 wciąż lubię pograć – szczególnie, że niedawno kupiłem go (po raz czwarty :P) za grosze na GOGu.

Naturalnym jednak wydaje się pytanie "czemu czwórka"? Cóż, przede wszystkim za to, że nie była jedynie "klonem" swojej wielkiej poprzedniczki - New World Computing podjęło próbę zmiany niektórych mechanik i, tym samy, próby uatrakcyjnienia rozgrywki. Armia złożona z samych bohaterów? Dla mnie super! Jednostki poruszające się samodzielnie, ale nie mogące niczego podbijać? Ekstra - będzie łatwiej zbierać armię, a i jak bohater zginie to nie ma problemu. Do tego lubiłem, że pokonany bohater nie wracał sobie do tawerny, tylko trafiał do lochu lub zostawał smętnie na ziemi czekając czy ktoś go wskrzesi. W mojej ocenie również 5/6 :).

A skoro już omawiam inne części – dwie pozycje pod „trójką” na mojej znajduje się „piątka”. Niestety, trudno mi o niej pisać – dla mnie nie przetrwała próby czasu. Przede wszystkim dlatego, że nigdy nie rozegrałem jej kampanii. Po premierze wydawała mi się „trójką na sterydach”, ale teraz muszę przyznać, że nie była aż tak warta uwagi. Choć nie – była. Ze względu na powiązanie fabularne z Dark Messiah of Might and Magic i tylko dla tego ;). Oceniając V postawiłbym jej 4/6, a DMoM&M - 4,5/6.

Z kolei „szóstka” ominęła mnie szerokim łukiem aż do zeszłego roku, gdy została dodana do CDA. Wówczas pomyślałem „czemu by nie spróbować?” i dowiedziałem się dlaczego jest tak nisko oceniana… Fakt, ma kilka ciekawych pomysłów – np. możliwość zmiany podbitego zamku na naszą frakcję – i całkiem interesującą Świątynię… ale to tyle. Moja ocena - góra 3/6.

Na koniec zostawiłem najnowszą część, czyli „siódemkę”, która, jak się domyślacie, w moim prywatnym rankingu zajmuje zaszczytne trzecie miejsce. Podobnie, jak w przypadku IV uważam, ze jest ona mocno niedoceniana – zapewne przez początkowe problemy z płynnością i optymalizacją. Jeśli chodzi o ocenę to dałbym 4,5/6.

Na koniec chcę wyrazić nadzieję, że kolejna część będzie męska  równie dobra (albo lepsza) niż „klasyczna” trójka i czwórka. Czego Wam i sobie życzę :).

sobota, 6 października 2018

Nie było mnie „tam”


W zeszłym tygodniu pisałem ograch, w które zagrałem ponownie po latach i przy których znów bawiłem się całkiem nieźle. Jednakże, jest druga strona medalu związana ze starymi grami – tytuły, w które nie grałem i spróbowałem teraz.
Ponad rok temu, pod postem o mojejprzygodzie z darmowym weekendem z Fallout 4, jeden z moich czytelników (wybaczcie, nie pamiętam który, a jak wiecie – dostępu do tamtych komentarzy nie ma :() napisał wówczas, żebym zagrał w oryginalnego Fallouta.
I wiecie co? Spróbowałem. Naprawdę, próbowałem… ale nie dałem rady pograć dłużej niż kilka minut. Najpierw myślałem „ta, bo grafika jest najważniejsza, co, MajinYoda?”, ale nie. To nie było to. To „coś” uświadomiłem sobie niedługo później.


W „Straży nocnej” Pratchetta jest fragment, gdy Nobby i Fred Colon szykują się do wyjścia z gałązkami bzu, jeden z funkcjonariuszy - młody, niedoświadczony – spytał ich czemu mają te „fioletowe kwiatki?”, „czy on też może je założyć?” i „gdzie idą?”. Dostaje odpowiedź: „nie było Cię tam”.

I to jest właśnie sedno – nie było mnie „tam”. Diablo, Warcraft, Dungeon Keeper, Fallout 1&2, Neverwinter Nights… i setki innych tytułów, w które (z różnych powodów) nie grałem „wtedy” i nie darzę ich najmniejszym nawet sentymentem. Przez to (lub dzięki temu – jak kto woli) nie jestem w stanie ogarnąć dawnych mechanik, nie podoba mi się grafika w tych grach a w ten sposób – nie jestem w stanie poznać ich fabuły.



Nie sądźcie jednak, że jakoś strasznie się tym przejmuję. Nawet jeśli czegoś nie wiem (np. nie znam fabuły Warcraftów i nie znam przez to historii jakiejś postaci z WoWa) zwyczajnie sobie doczytuję w internecie. Właściwie nie czuję też ciśnienia, że "koniecznie muszę poznać grę X, bo to taki klasyk!". W końcu w takiego np. Death Race'a też nigdy nie grałem :P. 

Jednakże, co muszę koniecznie podkreślić, szanuję osoby, które „tam” były, dla których wymienione przeze mnie tytuły były tym, czym dla mnie opisywany w poprzednim wpisie SWAT 3. Oraz osoby, które potrafią się przemóc i, w przeciwieństwie do mnie, chciałyby być "tam", nie patrząc aż tak mocno na te aspekty, które mnie odrzucają. Ale, ostatecznie, wszyscy jesteśmy graczami i jakoś się dogadamy :P.

sobota, 29 września 2018

Magia „staroci”

Wiele lat temu napisałem tekst o „grach pogrzebanych” (jego reupload możecie znaleźć tu). Przyznam, że od tamtego czasu trochę się zmieniło i dziś bez problemów można kupić stare gry. Tylko, właściwie, po co?

To pytanie zadaję sobie, choć chyba nie jestem do tego właściwą osobą, ponieważ sam, niedawno, zaopatrzyłem się w kilka „staroci”. Pierwszy był SWAT 3, do którego klucz gog otrzymałem za darmo ;). Uznałem, że trzeba zobaczyć tę produkcję „po latach”, bo, musicie wiedzieć, była to jedna z pierwszych gier, w które grałem (ściślej pisząc – najpierw grałem w demo tej produkcji a kilka lat później – w pełną wersję - obie z płyt z CDA (RIP CD/DVD, tak przy okazji ;))).



I wiecie co? Gra mnie wciągnęła, przeszedłem całą kampanię (poza misją w kanałach – nienawidzę jej!) i bawiłem się równie dobrze, co lata temu! Jedyny kłopot, jaki miałem, to włączenie gry na Win10, ale z pomocą internetu i kilku programów udało mi się ją włączyć. A, jeśli zechcecie, mogę przygotować recenzję tej gry ;).

Drugą produkcją był Gothic 3 aka „najtańsza gra, jaką do tej pory kupiłem” (całe 3 złote na gogu). Wprawdzie na mojej półce dumnie stoi czerwone pudełko, które niegdyś zrobiło na mnie spore wrażenie, ale uznałem, że wersja cyfrowa będzie miała od razu wszystkie łatki wgrane i sobie pogram. Tym razem było nieco gorzej – grę przeszedłem wzdłuż i wszerz wiele lat temu i ostatecznie zatrzymałem się w Monterze (czyli, mniej-więcej w 5-10% gry), ale z pewnością jeszcze do niej wrócę. W końcu, to przy tej grze miałem swojego kaca moralnego ;).

Trzeci zakup był bardzo nietypowy – kupiłem bowiem całą serię gier. Metal Slug to produkcje, które (pirackie, do czego ze wstydem się przyznaję) ogrywałem nie na pececie, lecz palmtopie (o którym kiedyś zrobię osobny wpis). Na Windows 95 (!) emulator się przycinał (gry zresztą też), ale miały tam swoją magię. Szkoda, że ich obecne wydanie jest pozbawione wielu elementów (m.in. save, którego albo nie ma albo mi nie działa – trudno określić). Nie działa mi też drugi kontroler, niestety, przez co nie mogę grać z bratem (ja na klawiaturze, on na padzie). W każdym razie, póki co pograłem trochę w pierwszą część i niebawem planuję ją ukończyć.



Opisując to starałem się znaleźć odpowiedź na postawione pytanie i chyba ją znam – ponieważ te gry kiedyś dawały mi radość i dziś, mimo upływu wielu lat, wciąż są to świetne produkcje. Nawet, jeśli nie ma już tego efektu „łał”.

Jednakże, do wspomnianych wyżej produkcji mam sentyment… a co z innymi „starociami”? O tym będzie za tydzień.
A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

sobota, 7 lipca 2018

MajinYoda i Wreszcie Koniec


Czas na ostatnią część wpisu o książce „Harry Potter dobry czy zły?”. Ta część książki została dopisana po oryginalnym wydaniu pozycji. Żeby nie było tak długo, jak poprzednio (i tak jest niewiele lepiej…), sporo kwestii ominę. Gotowi?

Gdy w lipcu 2003 roku ukazał się szósty tom serii i Harrym Potterze, kanadyjska agencja informacyjna LifeSite News opublikowała negatywną opinię ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Josepha Ratzingera, na temat Harry’ego Pottera. Wypowiedź została znaleziona w internecie w jednym z wywiadów przeprowadzonych ze mną w 2003 roku. Wywiad miał miejsce zaraz poi tym, jak wysłałam kardynałowi moją książkę i otrzymałam od niego odpowiedź.

sobota, 30 czerwca 2018

MajinYoda i Bryk Totalny


Jak tam Wasze zdrowie psychiczne po zeszłotygodniowymwpisie? Mam nadzieję, że dobrze, bo czas na drugą część przygód w demoniczno-satanistyczno-okultystyczno-ateistycznym świecie Harry’ego Pottera.

Tym razem będzie to wyglądało ciut inaczej. Autorka poświęciła cały rozdział opisaniu i jednoczesnym skomentowaniu wydarzeń z Zakonu Feniksa – na jednej stronie znajduje się streszczenie a na drugiej – komentarz. U mnie nieco to zmodyfikuję – komentarz będę zaczynał od ukośnika „/” i zapisywał kursywą. Do tego mocno to skrócę – choć robię to z bólem, wierzcie mi. Wszystkie boldy pochodzą z ksiązki :).

Gotowi?

(…)Harry zostaje wezwany do Ministerstwa Magii, ponieważ użył zaklęcia w świecie ludzi. Boi się najgorszej ze wszystkich kar: wyrzucenia z Hogwartu/Głównym motywem działania Harry’ego nie jest walka ze złem, a pozostanie w szkole magii i czarodziejstwa.

sobota, 23 czerwca 2018

MajinYoda i Fanatyzm Pseudoreligijny


Na tym blogu pokazywałem już głupoty wypisywane o grach (co, zasadniczo, było fundamentem KY), nabijałem się z głupot o anime, gdzieś tam pojawiły się też filmy… Tym razem zajmę się czymś innym – „mądrościami” o serii książek o Harrym Potterze. Będzie to przygoda wyjątkowa, ponieważ zamiast tradycyjnych dwóch części będą trzy. Nic nie poradzę – stężenie fanatyzmu jest tu zbyt wysokie.

Książka „Harry Potter – dobry czy zły” została napisana przez niemiecką socjolog Gabriele Kuby w 2003 roku. Ja posiadam polską wersję z 2006 roku, przetłumaczoną przez Dorotę i Wojciecha Muszyńskich, więc na końcu znajduje się dodatkowy rozdział, dopisany w 2005 roku – znajdzie się on w trzecim wpisie. Sama książka jest, chyba, najczęściej cytowaną pozycją przy krytyce książek Rowling – nawet na okładce widnieje dumny napis „rekomendacja Benedykta XVI”. Cóż, podejrzewam, że obecny papież-emeryt nigdy nie czytał HP (Autorka zresztą też nie, choć twierdzi inaczej, o czym niedługo się przekonacie), a wiedzę o nim zaczerpnął z tej pozycji… i można powiedzieć, że tak to się zaczęło…

Za wcześnie?

 Znacie już moje zdanie o starych grach wydanych w „wersji HD” . Ostatnio jednak naszła mnie inna myśl – a co z grami „early access”? Czy na...